RSS
czwartek, 15 listopada 2012

O tym i owym 100 czyli krew misjonarza…

Osiemnaście lat temu w Afryce został zamordowany kl. Robert Gucwa. Pochodził z Tarnowa – Mościc, gdzie wciąż wielu go pamięta. – Spokojny, uśmiechnięty, zaangażowany w Liturgiczną Służbę Ołtarza i oazę – opowiada pani Maria. Nikogo nie zdziwiło, gdy wybrał kapłańską drogę w Stowarzyszeniu Misji Afrykańskich. – Był skryty. O wyborze jego drogi misyjnej dowiedzieliśmy się pewnego dnia przy śniadaniu. Było to już po maturze. Wtedy zapytał prosto i spokojnie: "Mamuś, a czy ze mnie to by był ksiądz?" Już wtedy czekał na odpowiedź ze Stowarzyszenia Misji Afrykańskich. Dzień otrzymania pozytywnej odpowiedzi był chyba najradośniejszym dniem jego życia. Namawiałam go nawet, żeby poszedł do Seminarium Diecezjalnego, lecz mówił zawsze: "Tam, w Afryce, też czekają..." – wspominali przed laty rodzice Roberta.
Pierwsze lata formacji odbył w Polsce, w 1991 roku wyjechał do Afryki, gdzie pracował w szpitalu, prowadził katechezy dla katechumenów, odbywał staż w parafiach.
Zginął 15 listopada 1994 roku w Bangui w Republice Środkowoafrykańskiej. Podczas napadu rabunkowego na dom formacyjny Stowarzyszenia Misji Afrykańskich chronił przełożonych. Zdążył też zawiadomić księży Kombonianów, mieszkających w sąsiedztwie, o ataku bandytów. Prawdopodobnie zmarł na miejscu.
Spoczywa na cmentarzu Mościcach. W kościele parafialnym znajduje się tablica poświęcona jego pamięci, jego imię nosi też dom rekolekcyjno – misyjny  w Piwnicznej Zdroju oraz nagroda „Semen”, przyznawana podczas tarnowskiego festiwalu filmowego „Vitae Valor”.


16:58, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 listopada 2012

O tym i owym 99 czyli raz jeszcze o niepodległości…

Przypadająca w tym roku 94. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości może napawać zarówno uczuciem nostalgii, jak i frustracji. Pamięć zachowuje wydarzenia tamtych lat, przywołując bohaterów odradzającej się wówczas Polski po 123 latach zaborów. Jeszcze do niedawna myśl o wolnej i niepodległej Ojczyźnie zajmowała poczesne miejsce w pragnieniach Narodu. Cena, jaką przyszło zapłacić Polsce za powrót do rodziny wolnych narodów, była ogromna. Jakim szacunkiem otaczano sławne postaci historyczne: Marszałka Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego czy Ignacego Jana Paderewskiego. Z jaką czcią odnoszono się do tych, którzy oddali swe życie za ukochaną Polskę. Wszystkie okropności wojny, jakich doświadczyła nasza Ojczyzna od obydwu zbrodniczych totalitaryzmów, poczyniły wielkie spustoszenie nie tylko materialne, lecz przede wszystkim w duszy Narodu. Po trwającym pół wieku zniewoleniu, dzięki wielkiemu pontyfikatowi bł. Jana Pawła II oraz ruchowi "Solidarność", pojawiła się nadzieja na wolną i niepodległą Polskę. Myśląc niepodległość, nie sposób nie wspomnieć o postaci płk. Ryszarda Kuklińskiego. Jego heroiczny czyn wypływający z miłości do Ojczyzny ukazał nam zarówno wiernych Polsce patriotów, jak i zdrajców w służbie wrogiego imperium. Dalsze lata okazały się, niestety, bolesne dla Polski, a w końcowym efekcie zmarnowane. "Solidarność" niegdyś jednolita w swych aspiracjach wolnościowych została dość głęboko zainfekowana mentalnością lewicowo-liberalną. Tracąc tożsamość, odwracając się od tradycji i wiary przodków, duża część społeczeństwa pozbywa się najwyższych wartości decydujących o egzystencji Narodu. W ostatnich wyborach zaakceptowano krytyczne status quo. W takich warunkach przychodzi nam obchodzić Święto Niepodległości. Nadzieja na Polskę solidarną i sprawiedliwą wprawdzie się oddaliła, ale nie umarła. Wierności Bogu i Ojczyźnie dochowuje jeszcze znaczna część Narodu, która staje ofiarnie w obronie krzyża i niepodległości. Trzeba nam wierzyć, że i z tej opresji Pan Bóg nas wyprowadzi, podobnie jak w 1918 roku.


20:29, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 listopada 2012

O tym i owym 98 czyli o godnym świętowaniu...

Konwent Obywatelskiego Porozumienia Osób i Organizacji na rzecz Tradycji i Niepodległości wystosował do władz Tarnowa – prezydenta Ryszarda Ścigały i przewodniczącego Rady Miasta Tarnowa Grzegorza Światłowskiego list otwarty, w którym zwraca się z apelem o konsekwentne dokończenie zainicjowanego kilka lat temu przez tarnowski samorząd  projektu „Tarnów - Pierwsze Niepodległe". Konwent apeluje o ustanowienie - choćby w formie symbolicznej, ale zauważalnej przez mieszkańców miasta - lokalnego święta w dniu 30 października. Zdaniem inicjatorów listu, wciąż nie nadano pełnej, oficjalnej rangi świętowaniu rocznicy najbardziej doniosłego i chlubnego  wydarzenia w historii Tarnowa. Pod apelem do tarnowskich samorządowców podpisali się dotychczas następujący członkowie Konwentu Porozumienia: Maria Żychowska, Stanisława Wiatr-Partyka, Elżbieta Zięba, Agnieszka Rojek-Mazurkiewicz, Karol Krasnodębski, Antoni Zięba, Andrzej Olejnik, Tomasz Żak, Jacek Orłowski, Ryszard Pagacz, Romuald Jewuła, Piotr Dziża i Michał Lupa. Poniżej publikujemy list w całości.

Szanowni Samorządowcy Miasta Tarnowa !

Kilka dni temu zakończył się w Tarnowie inauguracyjny blok imprez w ramach I Festiwalu Niepodległości, który zorganizowali sygnatariusze Obywatelskiego Porozumienia Osób i Organizacji na rzecz Tradycji i Niepodległości we współpracy z wieloma ogólnopolskimi stowarzyszeniami i mediami, przy infrastrukturalnej pomocy kilku tarnowskich instytucji.

Data inauguracji Festiwalu (koniec października)  wybrana została nieprzypadkowo. Odwołujemy się tym samym do wydarzeń sprzed 94 lat, kiedy to tarnowianie - jako pierwsi  w kraju – realnie zrzucili jarzmo zaborcze,  rozbrajając Austriaków i przejmując cywilną władzę w mieście,  po akcie poddania się przez tarnowską  Radę Miasta "rządowi w Warszawie". Festiwal - w założeniu już cykliczny - ma stanowić oddolne, obywatelskie wzmocnienie dla  dumnego hasła "Tarnów - Pierwsze Niepodległe", jakim od kilku lat posługuje się  nasze Miasto, a odnoszącego się do tej chlubnej, radosnej karty naszej lokalnej i ogólnonarodowej  historii.

Wyrażamy wdzięczność tarnowskiemu samorządowi za spektakularne przypomnienie kilka lat temu wydarzeń z roku 1918, z których jako lokalni patrioci możemy czerpać satysfakcję i dumę. Pamiętamy, że to Prezydent Ryszard Ścigała i Rada Miasta pod przewodnictwem Ryszarda Żądło byli inicjatorami i zrealizowali cykl zdarzeń, upamiętniających ów szlachetny zryw tarnowian, którzy w nocy z 30 na 31 X 1918r. spełnili marzenia kilku poprzednich pokoleń o życiu w wolnej Polsce.

Niestety, z zaniepokojeniem obserwujemy jednocześnie, że godny pochwały projekt „Pierwszego Niepodległego” jest niedokończony. Dostrzegamy niekonsekwencję, dotycząca przede wszystkim wewnętrznej promocji, podkreślenia daty tarnowskiej, lokalnej rocznicy odzyskania niepodległości. Cieszymy się, że od kilku lat, 30 października odbywa się w tarnowskim Ratuszu symboliczne, wspólne posiedzenie Rady Miasta i Rady Powiatu, podczas którego wręczane są nagrody im. Burmistrza Tertila. Uważamy, że to jednak za mało, aby mówić o pełnym podkreśleniu wagi tej daty dla tarnowian.

Dlatego też zwracamy się z apelem o podjęcie przez tarnowski samorząd decyzji, które spowodowałyby nadanie dacie 30 października właściwej, oficjalnej rangi w samym Tarnowie. Najlepszym rozwiązaniem byłoby ustanowienie – w możliwej prawnie formule - lokalnego święta.

Nie chodzi nam przy tym o działania, które pociągają za sobą jakieś znaczące wydatki. W pierwszym rzędzie zależy nam na podjęciu działań symbolicznych, np. wywieszeniu - przed 30 października - flag narodowej i „tarnowskiej” na wszystkich instytucjach samorządowych, dbałość o szczególny, świąteczny wystrój miasta już 30 października (dekoracje pozostawałyby na tarnowskich ulicach do 11 listopada, czyli Narodowego Święta Niepodległości) oraz zapalanie - w rocznicę odzyskania przez Tarnów niepodległości - znicza na Grobie Nieznanego Żołnierza, najważniejszego w mieście miejsca pamięci narodowej.

Liczymy na podjęcie rychłych decyzji w tej ważnej sprawie.



 

10:08, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 listopada 2012

O tym i owym 97 czyli kolejna listopadowa rocznica…

94 lata temu, w listopadzie 1918 roku Jerzy Braun napisał w Tarnowie znaną pieśń harcerską „Płonie ognisko i szumią knieje”. Jerzy Bronisław Braun, ps. Bronisław Rogowski, urodził się 1 września 1901 w Dąbrowie Tarnowskiej, a zmarł 17 października 1975 w Rzymie. Był pisarzem, działaczem politycznym, poeta, dramaturgiem, krytykiem literackim, publicysta, scenarzysta, filozofem, harcerzem, przewodniczącym Rady Jedności Narodowej od marca 1945, a także ostatnim delegatem Rządu na Kraj od czerwca 1945.
W Dąbrowie Tarnowskiej ukończył czteroklasową szkołę, a później II Gimnazjum im. Hetmana Jana Tarnowskiego w Tarnowie. Wziął udział jako ochotnik w wojnie polsko-bolszewickiej. W czasie drugiej wojny światowej stanął na czele utworzonej przez siebie katolickiej organizacji polityczno - wojskowej Unia. Założył, redagowane przez siebie pismo „Kultura Jutra”. Wziął udział w powstaniu warszawskim. Jako ostatni delegat Rządu na Kraj i przewodniczący Rady Jedności Narodowej zredagował „Testament Polski Walczącej” i „Manifest do Narodu Polskiego i Narodów Zjednoczonych”.
Po wojnie –w latach 1948-1956 więziony przez władze stalinowskie. Poddany licznym szykanom i torturom (m.in. wybito mu wszystkie zęby i oko). Skazany na dożywocie (prokurator żądał kary śmierci).W latach 1965-1975 przebywał w Rzymie. Mocno zaangażowany podczas trwania Soboru Watykańskiego II, wygłaszał m.in. wiele prelekcji w Radiu Watykańskim.
Staraniem rodziny jego prochy powróciły do Polski. Został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.
W 2000 został patronem Gimnazjum nr 4 w Tarnowie. Jest także patronem Gimnazjum nr 1w Dąbrowie Tarnowskiej.

(pik – zatarnow.pl,wikipedia)


12:36, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 października 2012

O tym i owym 96 czyli co naprawdę jest w życiu ważne ?

Zaduszki są moim ulubionym świętem. W te nostalgiczne jesienne dni czas się dla mnie niemal zatrzymuje, otulony w drgające ogniki płonących na cmentarzu zniczy, spowity ich dymem, przywołującym wspomnienia. Wtedy z pamięci ulatuje cały ten plastikowy, medialny świat próbujący wmówić nam, że to właśnie tam przebiega nasze prawdziwe życie, a nie tu – w naszych relacjach z bliźnimi. W miejsce tego całego zgiełku pojawią się więc bardziej osobiste refleksje i - spokój. Odwiedzając swoich zmarłych bliskich, chcąc nie chcąc zwracamy się ku przeszłości, oddając się we władanie zatrzymanym w kadrze chwilom, wciąż wstecz, aż po zapomniane, a nagle rozkwitłe świeżym zapachem wspomnienia dzieciństwa. Czas niepowstrzymany, czas który odszedł i nie wróci, którego odmienić niepodobna. Jego smak jest słodko – gorzki...

W takich chwilach częstokroć zastanawiamy się, co po sobie pozostawimy. Domy? Samochody? Bezpieczny byt dzieci? To ważne. Jednak im jesteśmy starsi, tym przemożniejsze staje się pragnienie, by pozostawić po prostu dobrą pamięć o sobie. Jakiś widoczny znak. Jak więc będziemy pamiętani? Co po nas zostanie?

Ale od tego ostatniego pytania stokroć ważniejsze jest „co ze sobą zabierzemy?”. Domy? Samochody? Jedyne co nam będzie dane zabrać na tamten świat – to nasze uczynki. Każdą naszą relację z bliźnimi. Każde pochopnie wypowiedziane, oczerniające czy w inny sposób złe słowo. I każdy dobry, szczery odruch serca. Jak trudno sobie odruchy te przypomnieć. Im bardziej sięgamy w głąb siebie, tym więcej wątpliwości, tym częściej odruch ten wydaje się być czymś interesownym, w najlepszym razie czymś co miało uspokoić nasze sumienie. I nagle okazuje się, że wszystkie bezcenne skarby zgromadzone za życia mają wartość piasku, że tam, po drugiej stronie, liczyć się będą skarby wykute w sercach – te wszystkie codzienne uczynki, te wszystkie zwykłe, czasami drobne próby którym byliśmy poddawani w naszych relacjach z innymi ludźmi. Piasek w naszej klepsydrze życia wciąż się przesypuje, płomień wypala świecę, a wiedza o tym, jak bardzo jest ona długa i czy aby nie tli się właśnie sam ogarek - nie jest nam dana. Więc coraz mniej jest czasu na naprawienie tego, czego czasem naprawić niepodobna...

A co chcieliby zmienić w swoim życiu nasi zmarli bliscy, gdyby mieli taką możliwość? Co też bogatsi o doświadczenie śmierci mogliby nam powiedzieć? Jaką poradę moglibyśmy usłyszeć? Sądzę że byłaby to prawda banalna, którą zawsze mamy przed oczami, a której nie dostrzegamy – aby dbać w życiu o to, co naprawdę jest ważne. Jakże często w codziennej pogoni tracimy tę perspektywę... Dokonanych wyborów nie cofniemy, wciąż jednak, dopóki tli się w nas życie, możemy pielęgnować tą świadomość w sobie, starając się przykładać bezmiar wieczności do naszych zwykłych spraw. To w nich wykuwa się nasza nieśmiertelna przyszłość. To w nich gromadzimy swój skarb. Ten, który po sobie pozostawimy – i przede wszystkim ten, który zabierzemy ze sobą. Nasza własna dusza i nasze uczynki będą tam sędziami...

W Dzień Zaduszny zatrzymuje się czas. Odwiedzając groby naszych zmarłych bliskich, dajemy świadectwo temu, jak ważna jest dla nas przeszłość, nasze korzenie, nasza tożsamość. Na przekór szumnym deklaracjom „wybierzmy przyszłość”, „przestańmy grzebać się w przeszłości”. Trzeba mieć świadomość dokąd, ale i skąd się idzie, skąd się wyszło, jaki otrzymało się w darze depozyt pokoleń.

W Dzień Zaduszny zatrzymuje się czas. Odwiedzając groby swoich bliskich, pamiętając o nich, zarazem zabiegamy o to, by po nas, o nas też pamiętał ktoś. Czasami nawet zapalimy lampkę na czyimś zapomnianym grobie, zmówimy krótką modlitwę za dusze pokutujące, za tych, o których nie pamięta już nikt...

W Dzień Zaduszny zatrzymuje się czas. Odwiedzając groby naszych zmarłych, mamy wyjątkową okazję zadać sobie pytanie, kim my sami jesteśmy, dokąd idziemy. Jaka była nasza dotychczasowa droga – co zebraliśmy, co roztrwoniliśmy... I co naprawdę jest w życiu ważne.

M. Poświatowski 


19:50, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: