RSS
niedziela, 08 listopada 2009

Skundlenie polega na bezkrytycznym łaszeniu się do nóg każdego karmiciela, bez wzglądu na zapach jego portek i szczekaniu, lub merdaniu ogonkiem na rozkaz.  Polega również na przemilczaniu nieudolnych podskoków swego pana i lizaniu jego, nawet najbardziej brudnych rąk. Taki mezalians zapanował pomiędzy naszą tarnowską prasą, a ratuszową władzą. Władza daje i wymaga. Najważniejsze periodyki w mieście chwalą ową władzę, lub sprytnie przemilczają, to co powinny obszczekać i obwarczeć z każdej strony. A to poinformują, że córka prezydenta coś tam, coś tam i pozostawią bez zapodania faktu pod publiczną dyskusję, albo obwieszczą coś co bulwersuje całe miasto, nie dając miastu szansy na odpowiedź. Erystyka obsiadła redakcje tarnowskich pism i niepodzielnie rządzi dziennikarskim światkiem. Nie masz w starym Tarnowie prasy niezależnej, oj nie masz!
   Jak zjednać sobie przychylność mediów? A kupić, czyli zapłacić żywą gotówką, a niezawodnym sposobem jest wspomaganie finansowe portali i pism drukowanych poprzez Markę Miasta. Nie jest tajemnicą, że pan Marek Ciesielczyk otrzymywał od tej miejskiej instytucji dwa tysiaki miesięcznie, co skutecznie zamykało mu usta – na dopełnienie tego zaklejenia buzi otrzymał pan Marek intratną posadkę dyrektorską w instytucji samorządowej… i żyje w milczeniu. Innym przykładem jest fotorelacja ze święta zmarłych na Starym Cmentarzu, zamieszczona na portalu miejskim www.tarnow.pl. Paweł Topolski, nadworny fotograf tarnowskiej władzy, uwiecznił kwestującego prezydenta Ścigałę, pana Żądło, Wardzałę itd. A gdzie podział się komitet kwesty z Antonim Sypkiem na czele? Dlaczego rządzący w tak haniebny sposób wykorzystują nasze, POLSKIE święto do swojego piaru? Przyszli, zawiali drogimi perfumami i poszli w diabły.
   Władza ułożyła się z prasą w nader ciekawej pozycji erotycznej, oznaczanej we wszystkich samouczkach seksualnych jako numer 69 i nadaje rytm, melodię i częstotliwość ruchów. Albo jesteś z nami, albo ci nie damy. Wiemy, że nie ma sposobu na tak ekscytujący układ, więc walczmy przynajmniej o nadanie tej pozycji tak zwanej ludzkiej twarzy i bądźmy całym sobą za parytetami w polityce.
   Będzie grypa, czy nie będzie. Oto jest pytanie. Boimy się jak cholera, boimy, bo zawsze coś co przychodziło do nas ze wschodniej strony nie było przyjemne. Popędziłem dzisiaj w nasze miasto i z całą przyrodzoną desperacją postanowiłem się zaszczepić. Otóż, mili moi, dopiero w dziesiątej przychodni lekarskiej znalazłem antidotum. Ale, ale! Nie tak prędko, bo pani w białym chałacie poinformowała mnie, że szczepionkę muszę zakupić tam gdzie jej zabrakło i nic ją nie obchodzi, że tam nie ma, że takie są przepisy i już. Dopiero na mój krzyk, że mogę przecież umrzeć i stan epidemii, że pójdę na skargę do Sanepidu, zmusił miłą panią do kapitulacji. Zastrzyk dostałem i czekam na odparcie ataku kozackiej czerni.
   Powracając do córki pana prezydenta, przyszło mi do głowy, że przecież nic takiego się nie stało i raczej litera prawa nie była molestowana przez organizatorów. Ale, bo zawsze jakieś ale jest, cała sprawa zabrzmiała jak puszczony w towarzystwie bąk. Niby prawo nie zabrania, a jaki obciach! Internauci tarnowscy z niepokojem oczekują, że kobietą Tarnowa zostanie małżonka prezydenta, bo podobno, tak się mówi na ulicy, to ona napisała pracę konkursową za pana Horbacewicza.


Buc Galicyjski



13:52, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »

       Z niewiedzy płynie wiedza – do tak wielkich konstatacji doszedłem wczoraj przy porannej kawie. I nic nie miałbym przeciw, gdyby ta niewiedza spływała na mnie i oświecała mój skromny rozum do cna, albo do dna, jak kto woli. Stwierdzenie „nie wiem” króluje dzisiaj wszędzie, a zwłaszcza po urzędach i wszelakich biurach z państwowego i samorządowego nadania, a najbardziej niewiedzące – i tutaj zrobiło mi się przykro – są sekretarki dyrektorów, piastujących siebie w instytucjach kulturalnych. Wszak kultura – to moje stwierdzenie – wiedzy większej nie wymaga i właściwie nic tutaj nie dziwi. By przeżyć to na własnej skórze wybrałem się do TCK i zapytałem grzecznie o jakiś drobiazg, o którym informacje posiada każdy przechodzący obok Centrum obywatel. Nie wiem – poinformowała mnie miła pani sekretarka i przywołała kierownika. Nie, nie zajętego i zabieganego dyrektora, ale człowieka, który choć naczelnym nie jest, swoje aspiracje ma. Tenże pan, stojąc tyłem, wykręcił niebezpiecznie w moją stronę zamyśloną twarz i rzekł uroczyście i adekwatnie do swojego stanowiska – nie wiem. I tutaj muszę przeprosić Warszawski Teatr Ochota, bo tamtejsza pani sekretarka wiele wie i dzieli się tym skarbem z każdym zainteresowanym. Na prośbę o wyjaśnienie meandrów przekrętu, dokonanego na sztuce „Fabryka” Marcina Skóry i tym samym na naszym, tarnowskim teatrze odparła: „Nasz teatr nie ma nic wspólnego ze sposobem reklamowania spektaklu, nie jest również jego współproducentem, ani współrealizatorem. Producentowi „Kto dogoni psa” (sprytna przeróbka „Fabryki”) wynajęliśmy tylko salę”. Nawet nie spojrzałem w kierunku tarnowskiego teatru, wiedząc jaką otrzymam odpowiedź, wiedząc, bo już raz miałem sposobność przeciskania się przez wiedzę, a bardziej brak takowej, u siedzącej tam pani sekretarki. Amen.
       Po napisaniu powyższych słów przypomniałem sobie opowiadanie nieżyjącego od niedawna Kurta Voneguta. W tej zabawnej, a jakże mądrej historii, na ziemię przybył poczciwy kosmita z zadaniem sprawdzenia, czy ziemianie są gatunkiem gościnnym i przyjaznym dla obcych. Ufolud wyglądem niczym się nie różnił od homo sapiens, poza sposobem komunikowania. Ten jegomość przemawiał za pomocą popierdywania i stepowania. Pech chciał, że zagadnął na swój sposób pewnego farmera, pukając do niego o trzeciej nad ranem, czyli znalazł się nie w tym miejscu co trzeba i o bardzo złej porze. Farmer odpowiedział strzałem z dubeltówki i zakończył tym samym międzygalaktyczne kontakty.
       A dzisiaj dowiedziałem się, że córka naszego prezydenta wygrała jakiś konkurs miejski i wszyscy mają do niej pretensje, a mają, bo przecież córki prezydentów muszą być trzymane pod kluczem i wara im od nagród z kasy podatników. Nawet nie pójdę i nie zapytam sekretarki prezydenta, jak się sprawa ma, bo z góry znam odpowiedź. Nie zapytam też radnego Jakuba Kwaśnego o drugą nagrodę dla jego pracy w tych samych zmaganiach, bo mam to w głębokiej niewiedzy i wolę poczytać sobie Jarosława Haszka, który do radnych miejskich miał szczególny stosunek.
Wobec całkowitego niezrozumienia języka naszej – naszej, bo wygłosowanej demokratycznie – władzy, zarządziłem w rodzinie co następuje: Od nowego tygodnia wszyscy zapisujemy się na kursy stepowania, a teściowa karmi nas grochówką. Może kiedyś się z kimś dogadam.


Buc Galicyjski



13:27, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
1 ... 26 , 27 , 28 , 29 , 30
 








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: