RSS
piątek, 29 czerwca 2012

O tym i owym 59 czyli Polska po Euro…

W zeszłą sobotę miała być wielka feta. Większość Polaków, nie kryjąc narodowej dumy, całym sercem kibicowała naszym. Niestety, nie wszyscy zdawali sobie sprawę, jak te nastroje chcieli zawłaszczyć do swoich politycznych celów rządzący naszym krajem. Za pośrednictwem usłużnych mediów głównego nurtu przedstawiciele władzy sprawę ustawili następująco: radość z bycia Polakiem i wspieranie naszej drużyny są jednoznaczne z poparciem dla PO.
Rozgrywany we Wrocławiu mecz "o wszystko" Polska - Czechy miał stanowić ukoronowanie tej megalomańskiej propagandy sukcesu przedsiębiorstwa reklamowego działającego pod nazwą handlową "Rząd Donalda Tuska". Ta firma jest zarządzana od strony PR przez sekretarza stanu w kancelarii premiera Igora Ostachowicza (ur. 1968), autora pornograficznej książeczki, który najwyraźniej z dzieciństwa dobrze zapamiętał propagandę sukcesu Edwarda Gierka i bardzo się w nią zapatrzył.
Wszystko było przygotowane. Szampan odpowiednio schłodzony, prezydent i premier na trybunach, a w tle inni dygnitarze i ich totumfaccy z biznesu i okolic. Ordery ułożone według hierarchii na poduszkach: dla trenera Franciszka Smudy, działaczy i nomenklatury ze spółek powołanych na czas Euro, a na końcu dla piłkarzy. Było przygotowane specjalne orędzie do Narodu Donalda Tuska, który zwycięstwo wrocławskie miał określić "jako największe w historii Polski". Prorządowe stacje telewizyjne miały to transmitować na żywo i powtarzać we wszystkich programach informacyjnych. Przygotowano również tryumfalną sieczkę propagandową, której celem było pranie mózgów Polaków przez najbliższe miesiące, tak by odwrócić ich uwagę od spraw ważnych i bolesnych. To nic, że Polska wymiera, że mamy pracować do śmierci, dochody ludzi spadają, powiększa się obszar ubóstwa. To nic, że służba zdrowia jest w rozsypce, państwo nie jest w stanie realizować narodowych interesów Polaków i jest żałośnie niepoważne na arenie międzynarodowej, nie potrafi wyjaśnić katastrofy smoleńskiej. To nic, że zamówienia publiczne to obszar patologii korupcji, że autostrady i drogi nie zostały zbudowane, przepłacono roboty, a oszukano podwykonawców, że jednocześnie szastano pieniędzmi, by "swoi" dobrze zarobili i wiedzieli, komu to zawdzięczają. Miało być wspaniale, wyszło - jak zwykle.
Bo to, że Donald Tusk zamiast dobrze rządzić krajem, kopie z kolegami piłkę, nie oznacza jeszcze, że potrafi wykorzystać szansę, jaką było Euro. Premier potrzebował sukcesu polskich piłkarzy na Euro bardziej niż Edward Gierek. Chodziło o to, by uciec w pozory przed realnymi problemami i odłożyć w czasie niepokoje i konflikty społeczne wywołane nieudolnymi rządami obecnej ekipy. Sukcesu jednak nie było, nasza reprezentacja zajęła ostatnie miejsce w najsłabszej grupie. Ekipa Tuska i jej propagandziści zamiast traktować turniej Euro jako wielkie widowisko sportowe, sprowadzili to wydarzenie do logiki znanej z republik bananowych Ameryki Łacińskiej. Ryszard Kapuściński w "Wojnie futbolowej" jakże trafnie zauważył: "Granica między futbolem a polityką jest niezmiernie wąska. Długa jest lista rządów, które upadły (...), ponieważ drużyna narodowa poniosła klęskę". Jakże aktualne są te słowa. Teraz, gdy po zakończeniu turnieju Polacy zjednoczyli się wokół Orła Białego, a nie rządu, wrócą ze zdwojoną siłą stare polskie biedy i nastąpi gorąca jesień.

Jan Maria Jackowski  (Nasz Dziennik)


12:12, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 czerwca 2012

O tym i owym 58 czyli w gdzie jest kasa…

Rządowe statystyki mówią, że średnia pensja w Polsce to ok. 3600. To znaczy, że średnie składki emerytalne to 703,08 zł miesięcznie - procent składki emerytalnej do ZUS jest stały, określony ustawowo. Liczba pracujących na koniec II kw. 2011 to 16,163 mln. Możecie te dane sami zweryfikować przeglądając oficjalne strony rządowe, sięgając do oficjalnych statystyk GUS. Miłej zabawy. Ale co z tego wynika??

BARDZO WIELE, a właściwie BARDZO DUŻO. Dużo czego?? PIENIĘDZY, oczywiście. Pomnóżcie urzędową i oficjalną liczbę zatrudnionych i oficjalną i bardzo urzędową średnią składkę emerytalną do ZUS. Powinno Wam wyjść miesięcznie 11 375 519 400 zł, czyli ponad jedenaście miliardów trzysta siedemdziesiąt pięć milionów. To gigantyczne pieniądze, a jest to tylko składka emerytalna.

Bawmy się dalej: pomnóżcie to razy 12 miesięcy, a wyjdzie na to, że w skali roku jest to 136 506 232 800 zł. Kończą się Wam okienka w kalkulatorze? Mnie też. Zatem powiem, że jest to słownie ponad 136 miliardów 506 milionów zł w roku.

Mamy w Polsce około 5 mln emerytów, dokładnie - w marcu 2011 było ich 4,979 mln. To znowu wg. oficjalnych, rządowych i jedynie słusznych i poprawnych statystyk. Rencistów nie liczę, bo już na pewno nie zmieszczą mi się w kalkulatorze, a poza tym - na nich jest OSOBNA składka!!!.

Wychodzi zatem na to, że rocznie jest to średnio 27301 zł na emeryta, czyli miesięczna emerytura średnio powinna wynosić 2275,00 zł.

Tymczasem średnia emerytura - znowu wg rządowych, oficjalnych i jedynie słusznych i poprawnych statystyk wynosiła w tymże marcu 2011 zaledwie 1721,00 zł. Czyli o 554 mniej niż wynika ze składek wyliczonych na podstawie danych statystycznych rządu RP, GUS, ZUS, KRUS i każdy inny SRUS.

Jak policzycie dalej, to wyjdzie Wam NADWYŻKA rzędu 32% w stosunku do wydatków na emerytury (czyli średnio ZUS jest na plusie około 2,5 miliarda zł miesięcznie, czyli 30 miliardów rocznie!!!). Tymczasem, rząd ubolewa, że budżet dopłaca ponoć do emerytur dziesiątki miliardów rocznie. Jesteście zdumieni??

To przeliczcie jeszcze raz. Też liczyłem, bo nie wierzyłem. Wniosek jest taki: ktoś z trójki: GUS, ZUS, Rząd RP łże. ŁŻE W BEZCZELNY SPOSÓB. Gorzej: dopuszczam możliwość, że łże więcej niż jeden, a nawet, że łżą wszystkie wymienione instytucje. Taki jest wniosek.

Ale jest też PYTANIE: co dzieje się z nadwyżką??? I takie są wnioski wynikające z oficjalnych danych statystycznych. Chyba, że Rostowski przesłał sfałszowane dane do GUS, wszak to, używając eufemizmu, mistrz kreatywnej księgowości. Załóżmy jednak, że dane oficjalne są prawdziwe, a więc wnioski zeń wynikające także. Proszę sobie wyobrazić, jaka gigantyczna nadwyżka powstanie przy wydłużeniu czasu pracy potrzebnego do osiągnięcia wieku emerytalnego. Oczywiście, pracy tej i tak nie ma, a bezrobocie zamiast maleć wciąż rośnie, co również potwierdzają dane oficjalne. Na co ma pójść taka nadwyżka?? Na zrzutkę na Greków?? Włochów?? By żyło im się jeszcze lepiej?? Gdzie jest kasa!!!

Źródło - internet


21:59, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 czerwca 2012

O tym i owym 57 czyli w polu dobra i zła…

Do ważnych wydarzeń trzeba się przygotować, najpierw - intelektualnie, bo czyny winny iść po myśleniu. Właśnie obchodzimy Dzień Ojca - w sposób szczególny niepasujący do aktualnej nam, a przedłużającej się epoki „świata bez ojców", jak nazwano XX stulecie. W naszym stuleciu sierot czy półsierot muszą się pojawić problemy z identyfikowaniem swojego bytowego początku. Bez jego rozumienia - jako czegoś dobrego, a nie złego - jakże można realizować powołanie małżeńskie czy kapłańskie? Nasz bytowy początek jest dziełem ojców, czyli tych, którzy obdarzają istnieniem. Jeśli w tym "ojcowaniu" nie są czytelni, a może nawet widziani są jako dokonujący zła, to nie rozumiemy, kim jesteśmy, skąd jesteśmy i dokąd zdążamy. Jakże na takim fundamencie budować cokolwiek pozytywnego?
Do tego niszczenia autorytetu ojców przykładają się także - a może najpierw - niekiedy sami ojcowie. Co z tego, że wybitny na polu polityki, retoryki, literatury i filozofii Cyceron napisał swoje główne dzieło etyczne ("O obowiązkach") dla swojego syna - gdzie wykłada się najpierw o obowiązku "pietas", czyli obowiązku czci i szacunku wobec rodziców i ojczyzny - skoro zawiódł go jako ojciec, porzucając żonę (Terencję) dla innej kobiety? Nawet nie wiemy, czy syn przeczytał tę książkę zadedykowaną jemu przez ojca. Rwał się bowiem do wojowania, a nie do studiowania. Czyżby to z powodu zawodności ojcostwa Cycerona widzimy jego syna, jak po zamordowaniu ojca grzecznie przyjmuje stanowiska i profity od jednego ze współodpowiedzialnych za zabójstwo ojca, czyli Oktawiana (późniejszego Cezara Augusta)? To siepacze Antoniusza odcięli Cyceronowi głowę i ręce, które to szczątki pokazano całemu Rzymowi, ale na ten wyrok zgodził się także Oktawian. Syn Cycerona zechciał jednak, aby ten zwycięzca wojny domowej - jak pisze Plutarch z Cheronei - "przybrał go sobie za kolegę". Uczynił go też konsulem, w wyniku czego "z woli bogów dom Cycerona mógł wymierzyć ostateczną karę Antoniuszowi". Czyżby syn Cycerona zapomniał o wymierzeniu sprawiedliwości i pozostałym odpowiedzialnym za śmierć swojego ojca? A może z racji wspomnianej jego małżeńskiej i ojcowskiej zdrady żywił do niego urazę, właściwą obywatelom "świata bez ojca"?A czy dziś wystarczająco troszczymy się o pamięć o naszych ojcach zamęczonych w sowieckich łagrach i peerelowskich ubeckich i esbeckich kazamatach? Tym bardziej że studenci uczą się teraz z akademickich podręczników katów z PRL, którzy wykonywali wtedy zlecenia wykańczania "wrogów klasowych". Dzisiaj także usłużnie wykańczają nowym "wrogom klasowym" profesury i habilitacje, a za pomocą swoich podręczników wlewają w głowy kolejną ideologię. A może ten współczesny dziwny sojusz, granty i pogaduszki z katami naszych ojców, to właśnie wyraz sposobu myślenia pokolenia nienawidzącego swoich ojców?
Ale niszczy się autorytet ojców także z zewnątrz, co ma miejsce odnośnie także do duchowego ojcostwa Cycerona wobec następnych pokoleń. Począwszy od epoki renesansu, przedstawia się go jako tylko znakomitego mówcę, stylistę, literata, filozofa, ale jego polityczne zmaganie traktuje się z kpiną jako wypływające z "niefortunnego" niezrozumienia procesów historycznych i wyraz chorobliwej ambicji. Radził mu już Petrarka - po lekturze listów Cycerona - "zestarzeć się na wsi spokojnej i rozmyślać o życiu wiecznym, a nie o tym tutaj, maluczkim, i nie mieć ani rózg liktorskich, ani triumfów, ani Katyliny". Jednak jeszcze gorzej przykładają się do niszczenia ojcowskiego autorytetu Cycerona wobec nas ci współcześni nam historycy, którzy twierdzą, że do jego "wybitnych zalet moralnych" należała "uczciwość życia rodzinnego". Czyżby porzucenie żony należało do tej "uczciwości"? Na błędach i grzechach Cycerona może się następne pokolenie nauczyć ich unikania. Uznanie ich za zalety skłania do naśladowania.

Marek Czachorowski  (Nasz Dziennik)


07:58, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 czerwca 2012

O tym i owym 56 czyli dni otwarte…

Warsztat Terapii Zajęciowej im. Jana Pawła II w Tarnowie zaprasza na dzień otwarty. Już w najbliższy czwartek (21 czerwca 2012 r.) będzie można poznać bliżej naszą placówkę za darmo pomagającą osobom niepełnosprawnym intelektualnie.
Warsztat przy ul. Hodowlanej 6 będzie otwarty dla wszystkich chętnych w czwartek, w godzinach od 8.30 do 13.30. W programie dni otwartych jest zwiedzanie pracowni, poznawanie terapeutów i uczestników, możliwość sprawdzenia swoich umiejętności. Będzie się można także zapisać na zajęcia. Każdy otrzyma upominek wykonany przez niepełnosprawnych podopiecznych.
Nasz Warsztat służy bezpłatną pomocą dla 45 uczestników. Prowadzonych jest dziesięć pracowni, m.in. biżuterii artystycznej, gospodarstwa domowego, rękodzieła artystycznego, drewna i metalu, komputerowo-internetowa, podtrzymywania umiejętności edukacyjnych. Na miejscu pracuje psycholog, dwóch logopedów i rehabilitant. Co tydzień odbywają się zajęcia na basenie, w hali sportowej, a co miesiąc uczestnicy otrzymują kieszonkowe.

Na dni otwarte można dojechać miejskimi autobusami: 0, 1, 14, 30, 46.
Zapraszamy!


06:02, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 czerwca 2012

O tym i owym 55 czyli jaki znak twój? Orzeł Biały...

Mistrzostwa Europy w piłce nożnej dobitnie uświadamiają, że nadal bardzo silne i realne więzi społeczne łączące mieszkańców Europy to przede wszystkim przywiązanie do wspólnoty narodowej. Ludzie się jednoczą wokół symboli i flag narodowych, ojczystej kultury, historii, tradycji, zwyczajów i tego, co jest im bliskie i w czym wzrastali.
Dzieje się tak na przekór różnym ideologom utopijnego mgławicowego europeizmu i piewcom multi-kulti (wielokulturowości). Wbrew pomrukom przepojonych totalitarną mentalnością funkcjonariuszy politycznej poprawności tropiących z faszystowską gorliwością w zwykłym patriotyzmie przejawy "nacjonalizmu", "szowinizmu" czy "rasizmu". Wbrew indoktrynacji mediów głównego nurtu określających, co jest "słuszne" i "właściwe". Wbrew tak zwanym autorytetom z obozu "postępu i demokracji" pouczających społeczeństwa, co to znaczy być "nowoczesnym człowiekiem". Wreszcie wbrew bełkotliwym, lewacko-postmodernistycznym hasłom o tworzeniu nowego człowieka, który ma nie posiadać żadnej tożsamości religijnej, kulturowej, narodowej i ma być człowiekiem "bez wartości", oderwanym od swojszczyzny, ale za to łatwo poddającym się propagandowej i ideologicznej obróbce oraz manipulacji. Biało-czerwone ulice naszych miast i wsi wpisują się w szerszy kontekst europejski. Zamiast zaniku państw narodowych nasilają się tendencje do renacjonalizacji polityki europejskiej. Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy czy Hiszpania, a także państwa mniejsze, jak Litwa, Węgry, Czechy, Słowacja czy Chorwacja, coraz bardziej twardo walczą o swoje narodowe interesy. Ludzie po latach zamętu jako reakcję na modernizm i postmodernizm odkrywają na nowo, że to, co ich łączy, to potrzeba wspólnej tożsamości, dziedzictwa, doświadczeń, przeżyć, rytuałów i symboli, emocji, uczuć, obyczajów, a nie pustych, mgławicowych i abstrakcyjnych pojęć. Że w dzisiejszym globalnym świecie szczególnie potrzebne jest odwołanie do odniesień oczywistych, konkretnych i wyjaśniających ludzką naturę. Podstawowymi wspólnotami są rodzina i ojczyzna. Wspólnota mężczyzny i kobiety oraz ich dzieci tworzą rodzinę, rodzina rodzin - to naród, dopiero zaś rodzina narodów to ludzkość. Jeżeli chcemy przetrwać, musimy bronić podstawowych wartości, a ten, kto je niszczy, jest szamanem zagłady.

W przyszłym roku będziemy obchodzili stulecie śmierci poety neoromantycznego Władysława Bełzy (1847-1913). Na utworach tego wybitnego piewcy polskości formowały się pokolenia Polaków, które przetrwały zabory, dwie wojny światowe, komunizm i PRL, a także szaleństwa demoliberalizmu.Autor "Katechizmu polskiego dziecka" ("Kto ty jesteś?/ - Polak mały./ - Jaki znak twój?/ - Orzeł biały./ - Gdzie ty mieszkasz?/ - Między swemi./ - W jakim kraju?/ - W polskiej ziemi./ - Czem ta ziemia?/ - Mą Ojczyzną./ - Czem zdobyta?/ - Krwią i blizną./ - Czy ją kochasz?/ - Kocham szczerze...") jest dziś poetą zapomnianym. Dlatego wykorzystując renesans patriotyzmu wzmocniony przez turniej Euro, warto się przygotować do jubileuszu Władysława Bełzy i w kontekście naszych czasów odczytywać uniwersalne przesłanie jego twórczości.

Jan Maria Jackowski (Nasz Dziennik)


04:41, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: