RSS
poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Z cyklu o tym i owym 41 czyli pierwsza rocznica…

Rok temu, 1 maja 2011 r., w Święto Miłosierdzia Bożego, Ojciec Święty Benedykt XVI ogłosił w imieniu Kościoła błogosławionym swego umiłowanego poprzednika Jana Pawła II Papieża, który otworzył dla Chrystusa granice państw, szczelnie zamknięte na orędzie miłości, i serca milionów ludzi, ukazując im jedyną Prawdę. Miniony czas to jedno wielkie dziękczynienie za dar nowego świętego, który w tajemnicy świętych obcowania pozostał z nami, wstawia się, oręduje. Doświadczamy nieustannie łask za Jego przyczyną - czyż nie mówią o nich jakże liczne "magnalia Dei", dzieła Boże, na polskiej ziemi? Wierzymy głęboko, że owocem wiary Jana Pawła II, którą nas umacniał przez wszystkie lata swej posługi Piotrowej, jest to szczególne poruszenie sumień, jakie przeżywamy, odrzucenie lęku i stanięcie po stronie prawdy. A "prawda jest gwarancją wolności", jak wskazywał podczas beatyfikacji naszego rodaka Benedykt XVI. My, Polacy, jesteśmy szczególnymi depozytariuszami nauczania błogosławionego Jana Pawła II. W czasie nasilającej się konfrontacji dobra ze złem, ewangelizacji z antyewangelizacją, musimy jeszcze mocniej czerpać z Jego wskazań i nie lękać się być defensorami Boga i Ojczyzny. Również w parafiach diecezji tarnowskiej  odprawiane są Msze św. dziękczynne za beatyfikację Ojca Świętego i za dar Jego pontyfikatu dla Kościoła powszechnego, w tym dla Kościoła w Polsce. Rok temu, Mszy św. beatyfikacyjnej w Rzymie z udziałem ponad miliona wiernych przewodniczył papież Benedykt XVI. "Jan Paweł II pomógł nam nie lękać się prawdy, gdyż prawda jest gwarancją wolności" – powiedział wówczas  papież. Benedykt XVI Tradycyjnie fragment homilii wygłosił także po polsku. Na Placu św. Piotra byli również pielgrzymi z diecezji tarnowskiej. Podobnie jest i w tym roku. Z okazji pierwszej rocznicy beatyfikacji Wielkiego Polaka odbywają się w kraju i za granicą liczne spotkania, wystawy, koncerty i czuwania… 



14:55, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 kwietnia 2012

O tym i owym 40 czyli 220 lat Targowicy…

W dziejach Polski bywały wydarzenia wzniosłe i podłe, bohaterskie i nikczemne. Bywali Polacy, którzy dla Ojczyzny oddawali swe życie i własną wolność, ale byli i tacy, którzy zdradzali i sprzedawali Polskę. Tak właśnie się stało 27 kwietnia 1792 r., kiedy w stolicy Rosji grupa czołowych polskich polityków potajemnie podpisała dokument, który od 220 lat znany jest jako akt najbardziej haniebnej zdrady narodowej w całej historii Polski. Pod fałszywą datą 14 maja 1792 r. ogłoszono ten akt w miasteczku Targowica już na terytorium Rzeczypospolitej. Targowiczanie 1792 roku - Ksawery Branicki, Stanisław Szczęsny Potocki, Seweryn Rzewuski - zwrócili się do carycy Katarzyny II, aby obaliła polski Sejm, a zwłaszcza jego najważniejszą uchwałę, jaką była Konstytucja 3 maja 1791 roku. Rosyjska interwencja miała też obalić rządy stronnictwa patriotycznego w Polsce. Zdrajcy targowiczanie w zamian za wyniesienie ich do władzy nad własnym Narodem za pomocą rosyjskich bagnetów gwarantowali carycy absolutną uległość polityczną oraz podporządkowanie Polski imperialnej rosyjskiej racji stanu. Dla Rosji było oczywiście niezwykle korzystne politycznie, aby zachować pozory i aby rządy nad Polską sprawowali Polacy kolaboranci oddani całkowicie Rosji i wykonujący rozkazy, które przekazywał im w imieniu dworu carskiego rosyjski ambasador w Warszawie. Od 220 lat słowo "Targowica" stanowi polityczny skrót myślowy - symbol rzekomo niepodległej Polski, w rzeczywistości pozbawionej całkowicie suwerenności i rządzonej przez wysługujących się Moskwie zdrajców polskich. 

Rosjanie już w połowie XVIII wieku stworzyli w Rzeczypospolitej agenturę. Rosyjskimi agentami byli najważniejsi, najbardziej wpływowi polscy politycy, posłowie, senatorowie, ministrowie, niestety także biskupi, a nawet sam król. Rosjanie posługiwali się tymi Polakami renegatami, ale zarazem pogardzali nimi. Przykładów jest aż nadto: Stanisław August Poniatowski, a w XX wieku Bierut, Gomułka, Kania, Jaruzelski rządzili w Warszawie w wyniku rosyjskiej protekcji. Marszałek Józef Piłsudski, definiując sytuację II Rzeczypospolitej wkrótce po odzyskaniu niepodległości, przestrzegał jednoznacznie: "Niegdyś spotkaliśmy w Polsce ludzi twierdzących, że służba dla Rosji jest równoznaczna ze służbą Ojczyźnie. (...) Polskę być może czekają i ciężkie przeżycia. Podczas kryzysów strzeżcie się agentów. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym". Targowicę XX wieku w Polsce najdokładniej sprecyzował nie byle kto, bo Wiaczesław Mołotow - prawa ręka Stalina, premier rządu sowieckiego i razem z von Ribbentropem współsygnatariusz IV rozbioru Polski z 23 sierpnia 1939 roku. Dożywszy sędziwego wieku, Mołotow zanotował dosłownie w swym pamiętniku: "Jaruzelski (...) nigdy wcześniej nie słyszałem tego nazwiska, zanim nie ujrzałem go w roli pierwszego sekretarza. Bolszewików było wśród Polaków niewielu. Jaruzelski nas wyręczył". I to właśnie jest samą istotą prawdy o stanie wojennym w Polsce. Jaruzelski wyręczył Rosjan! Kolaborantów Rosja miała w Polsce już w epoce Sejmu Niemego 1717 r., ale od 1792 r. określani są oni mianem "targowicy". Pod fałszywie pojmowanymi hasłami dobrych stosunków współpracy oraz pojednania z Rosją w ciągu ostatnich 220 lat mieliśmy realnie do czynienia z kolejnymi aktami zdrady Polski dokonywanymi w imię imperialnych celów Rosji carskiej, potem sowieckiej, a obecnie Rosji Putina. Dobre stosunki i współpraca z sąsiadami powinny być celem polityki zagranicznej każdego państwa. Także pojednanie jest rzeczą szlachetną i potrzebną. Ale to nie może być ulica jednokierunkowa. To nie może być tak, że z Rosją mamy ciągle nierozliczone rachunki krzywd. Po 10 kwietnia 2010 r. dochodzą nowe. Moskwa domaga się od Polaków dobrej woli, a sama nie tylko nie wykazuje dobrej woli, ale wolę najgorszą! 

prof. Józef Szaniawski (Nasz Dziennik)


10:12, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 kwietnia 2012

Z cyklu o tym i owym 39 czyli Tarnowska Pogoń donosi (3)…

Procesja rezurekcyjna w roku 1888 nie była udaną. Po pierwsze, gwałtowna burza całkowicie zakłóciła porządek i księża z tarnowskiej katedry musieli owa procesję odprawiać dwa razy, a po drugie, brak bruku na rynku sprawiał niemałe kłopoty w pomieszczeniu się wszystkich chętnych. Ogólnie wszyscy wspominali z rozrzewnieniem poprzednie procesje, odprawiane przy wtórze wystrzałów z moździerzy. Prowadził i celebrował ksiądz Biskup Łoboś, a asystował mu burmistrz Jarocki. Po odśpiewaniu pieśni „Wesoły nam dziś dzień nastał” zgromadzeni zauważyli brak korpusu oficerskiego. W tych dniach odbyła się rozprawa kryminalna przed sądem tarnowskim, w której dwóch podsądnych odpowiadało za kradzieże. Jeden z nich kradł w nocy, a drugi tylko w dzień. Po odczytaniu aktu oskarżenia, obrońca złoczyńców zadał fundamentalne pytanie – A kiedy mieli kraść? Z relacji z wielkiego koncertu na 24 fortepiany, domyślny dziennikarz Pogoni słusznie skonstatował, że ów popis odbył się na 48 pań i 96 rąk. Czyli, dziennikarstwo miało się ponad sto lat temu, tak dobrze jak dzisiaj. Pewnym podsumowaniem okazała się bardzo ważna informacja, podająca, że pewien mężczyzna skoczył z parasolem z wielopiętrowego budynku i opadł na ziemię z prędkością sześciu metrów na sekundę, trzymając wykonany z białej kitajki sprzęt przeciwdeszczowy w jednym ręku. Była to kontynuacja skoków z płonącej stodoły, wykonywanych przez Chińczyków już 2,5 tysiąca lat przed Chrystusem, gdzie siła grawitacji była pomniejszana dwoma kapeluszami, trzymanymi kurczowo nad głową. Skok z parasolem odbył się w asyście około 30 tysięcy widzów i nie sprawił żadnego uszczerbku na zdrowiu szalonego eksperymentatora.

Jerzy Reuter 

11:27, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 kwietnia 2012

O tym o i owym 38 czyli apel o pomoc…

Pewnie wielu z Was słyszało o tragedii, która dotknęła jedną z największych artystek, kompozytorów – Katarzynę Gaertner, kilka tygodni temu jej dom pod Kielcami, w miejscowości Komaszyce doszczętnie spłonął. Pożar zabrał cały dorobek jej życia, zarówno materialny, jak i twórczy. Przepadły cenne materiały, nuty, dokumenty. Wszystko, nad czym para artystów pracowała w ostatnim czasie. Straty są ogromne, szacowane na 3,5 miliona zł.Z Inicjatywy dyrekcji Tarnowskiego Teatru im. Ludwika Solskiego 29 kwietnia o godz. 19.00 na Dużej Scenie odbędzie się koncert z cyklu „Solski dla...” Tym razem aktorzy naszego Teatru zaśpiewają piosenki z muzyką Katarzyny Gaertner. Próby już trwają, każdy dostał zestaw nut i tekstów i trenuje w zaciszu mieszkań.. za chwilę do pracy przystąpi akompaniator i gitarzysta. Zadanie jest trudne, bo utwory Katarzyny Gaertner do łatwych nie należą a i wcześniejsze wykonanie przez wybitnych artystów – zobowiązuje:-). Usłyszycie Państwo wiele przebojów z repertuaru, m.in.: Maryli Rodowicz, Tadeusza Woźniaka, Jacka Lecha, Skaldów, Urszuli Sipińskiej. Całkowity dochód z koncertu przeznaczony zostanie dla Artystki. Tą inicjatywą włączamy się do kampanii pomocy, z jaką wystąpili znajomi i przyjaciele Katarzyny. Poza przygotowaniami do koncertu, trwają rozmowy z właścicielami firm i marketów budowlanych w Tarnowie i okolicach, by zechcieli wesprzeć „pogorzelców” ofiarowując coś ze swoich materiałów. Mamy pierwsze pozytywne odzewy (m.in. od Leiera, Bruk-Betu). Ludzie dobrej woli odpowiadają pozytywnie na nasz apel (przygotowaliśmy list  intencyjny z podpisami aktorów Tarnowskiego Teatru). Jeżeli znacie kogoś, kto jest właścicielem Firmy z materiałami budowlanymi ( drewno, cement, cegły, elementy dachowe itp), produkuje drzwi, okna czy ma elementy wyposażenia (armaturę łazienkową, kuchenną, rury)  i jest w stanie pomóc ofiarowując bezpłatnie coś z tych rzeczy – skontaktujcie mnie z Nim. Spotkam się z każdym. Podczas koncertu zaprezentujemy tych Ludzi Dobrej Woli i ich deklarowaną pomoc.Liczy się każda, nawet drobna szczodrość. Każda podarowana „cegiełka” na ten cel, pomoże odbudować dom...Pamiętacie te piosenki? „Małgośka”, „Tańczące Eurydyki”, „A jeżeli mnie pokochasz”, „Hej Hanno”, „Na opolskim rynku”, „Diabeł i raj”, „Bądź gotowy dziś do drogi”.. i wiele innych, śpiewanych przez Marylę Rodowicz, Annę German, Jacka Lecha, Stana Borysa, Czesława Niemena, Urszulę Sipińską, Tadeusza Woźniaka, Andrzeja Zauchę, Dwa plus jeden i wielu innych.  Dawały nam wiele wzruszenia.. teraz my możemy się za to zrewanżować.Rozpropagujcie proszę ten apel wśród znajomych..

jerzypal@poczta.onet.pl 


09:51, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Z cyklu o tym i owym 37  czyli Tarnowska Pogoń donosi (2)…

Pierwsze dni kwietnia 1888 roku zdominowane były w ówczesnej prasie tarnowskiej obchodami 25-lecia rozpoczęcia Powstania Styczniowego. Oprócz patriotycznych deklaracji, w gazecie Pogoń ukazały się fabularyzowane wspomnienia jednego z uczestników, który używając słów iście wojskowych, barwnie opisywał swój udział w powstańczej potrzebie. Jak wiadomo Tarnów stał się swoistą przystanią dla powstańców, lazaretem dla rannych, a potem miejscem stałego zamieszkania. Nawet pałac książąt Sanguszków zamieniono na szpital, nie licząc mieszkań obywateli Tarnowa i szpitala. Wiedeńska rada państwa, stojąca w obliczu upadku finansów publicznych, postanowiła podnieść podatek od każdego wypitego kieliszka wódki. Minister skarbu Dunajewski stwierdził, że w Galicji wódka często zastępuje strawę codzienną, więc podwyższeniu daniny na wypitek wniesie do kasy państwa 60 milionów złr. rocznie. Był to swoisty apel do szerokich mas biedoty, która nie mając prawa wyborczego, pozostaje bez wpływu na kształt państwa, więc dając większy podatek powinna mieć świadomość swojej przydatności i siły. Argumentacja nieco szalona, ale znana wszystkim po dzień dzisiejszy. W Pilźnie, dzierżawca Woli Lubeckiej spadł wraz z koniem z mostu do rzeki i utonął na miejscu, pozostawiając żonę i sześcioro dzieci w biedzie. Chociaż był w sile wieku, wszelka pomoc medyczna okazała się bezskuteczna. We Lwowie zmarł na przypadłość piersiową profesor szkół realnych, pochodzący z Tarnowa, Romuald Starkel. Oddawał się z zamiłowaniem literaturze, gromadził legendy i podania ludowe. Liczył zaledwie 38 lat. Koń Jana Korcika ukąsił złośliwie Helenę Jakubowicz w tylnią część powłoki cielesnej. Jan Korcik i wredny koń oddani zostali pod sąd, by ten powstrzymał od złośliwości wredne zwierzę pociągowe, a Korcika upomniał grzywną.

Jerzy Reuter



10:43, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: