RSS
piątek, 30 grudnia 2011


Z cyklu o tym i owym 10 …czyli o polskiej gościnności

Święta Bożego Narodzenia to czas sprzyjający praktykowaniu rozmaitych cnót moralnych, a wśród nich nade wszystko gościnności, czyli czci wobec przybyłych do naszego domu i naszej Ojczyzny. Świętowanie tego okresu to przecież najpierw przypominanie sobie i doświadczanie niezwykłej, bożonarodzeniowej bliskości Boga wobec człowieka, a z tego powodu i bliskości każdego innego człowieka. Dla tej bliskości zatem zapraszamy się wzajemnie i wzajemnie odwiedzamy w tym czasie, nie zaś po to, aby wspólnie mnożyć liczbę własnych grzechów.My, Polacy, nawet słyniemy z cnoty gościnności, bo jeśli nie słychać w świecie o naszej ewentualnej pracowitości i wierności małżeńskiej, to już przysłowiowa jest "polska gościnność", witająca gościa jak samego Boga. Dobrze to o nas świadczy - chociaż pilnie powinniśmy postarać się i o wszystkie inne cnoty - bo szacunek dla przekraczających nasze progi jest jednym z wyróżników naszej tożsamości, także cywilizacyjnej. Abraham otrzymał upragnione potomstwo, w liczbie "gwiazd na niebie", kiedy ugościł tajemniczych przybyłych, którzy w nagrodę zwiastowali mu narodzenie Izaaka. Dla Greków cześć dla gości (xenia) była jednym z najświętszych obowiązków, a dzicy ludożercy, cyklopi byli symbolem niegościnności. W Hadesie miały spotkać męki nade wszystko tego, kto "gościa nie uczcił praw", jak to przekazuje nam tragedia "Eumenidy" Ajschylosa. Mamy także mamy w naszej przeszłości  wspaniałe gesty gościnności, jak np. przyjęcie Żydów uciekających właśnie do nas przed religijnymi prześladowaniami. Odwrotnie niż np. egipski faraon, który potraktował Naród Wybrany jako niewolników, organizując im w dodatku krwawą politykę depopulacyjną. Podobną do tej, tolerowanej przez nas współczesnych homo sapiens -  procederu uprawianego przez krwawe kliniki aborcyjne i  in vitro…Obyśmy przyjmując samego Boga na ziemi zweryfikowali w ten świąteczny czas naszą definicję gościnności.  

Marek Czachorowski (Nasz Dziennik)

10:41, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 grudnia 2011

Z cyklu to i owo 9 czyli chanukowe światło..

W II w. p.n.e. Państwo Żydowskie znalazło się pod okupacją pogańskich władców grecko-syryjskich Seleucydów. Po latach niewoli Żydzi się zmobilizowali i z niewielką swą armią pokonali wielekroć liczniejsze wojska wroga. Kiedy wkroczyli do Jerozolimy, zastali swoje najświętsze miejsce kultu – Świątynię – zbezczeszczoną. Stały w niej posągi greckich bóstw, a złoty świecznik siedmioramienny, który z nakazu Boga powinien się palić ogniem nieustającym – był wygaszony. Kapłani przystąpili do rekonsekracji świątyni, należało w pierwszej kolejności zapalić oliwne ognie na świeczniku. Tymczasem w kącie Świątyni znaleziono tylko maleńkie naczynie z czystym rytualnie olejem (koszernym). Oleju było tylko na jeden dzień świecenia. Kapłani pośpiesznie rozpoczęli procedurę oczyszczania oleju, która wedle zwyczaju trwa osiem dni. I jakież było ich zdumienie, gdy czekając w napięciu, kiedy zgaśnie nikły płomyk na świeczniku, widzieli, że olej się pali przez kolejne dni. I tak przez dni osiem, aż gotowe było naczynie z oczyszczonym olejem, który miał płomień zasilić na kolejne dni i miesiące. 

Na pamiątkę tego cudu Żydzi obchodzą radosne święto światła, zwane Chanuka, co kojarzone jest z hebrajskim słowem oznaczającym odpoczynek, np. po bitwie. Święto to trwa osiem dni w miesiącu Kislew, który wypada w grudniu. Tego roku 25 Kislew (początek Chanuki) to 20 grudnia. Przez osiem dni, codziennie zapala się o jedną lampkę więcej. Pierwszego dnia jedną, ostatniego – osiem. Świecznik chanukowy zapala się w synagodze, ale też w żydowskich domach. Ostatni raz w tarnowskich synagogach Żydzi zapalali światła chanukowe w 1938 r. W niecały rok później, w listopadzie 1939 r. już wszystkie synagogi zostały przez Niemców spalone. Jeśli ktoś ukradkiem świętował jeszcze przez kolejne lata, to tylko w domu. Ale w 1943 r. już nie było w Tarnowie komu zapalić chanukę. Wydarzenie, jakie miało miejsce 21 grudnia tego roku pod bimą zniszczonej tarnowskiej synagogi Starej, miało więc charakter szczególny. Oto po 73 latach po raz pierwszy, i to publicznie, w wirtualnej przestrzeni synagogi, której zarys utrwalono niedawno w bruku, zapalono w drugim dniu Chanuki dwie świece na ośmioramiennym świeczniku. 

I stało się, że było to święto nie tylko żydowskie, a może nawet było bardziej celebrowanym przez chrześcijan. Zebrała się oto garstka zaproszonych z Krakowa Żydów i spora grupa chrześcijan tarnowskich, aby świętować wspólnie radość chanuki. Święto to przypada w bliskości Bożego Narodzenia, które także kojarzone jest ze światłem, narodzinami Boga, jest radosne – jakże bliskie w symbolice żydowskiemu świętu zapalania świateł. Wspólna modlitwa rabinów i tarnowskiego biskupa miały w tym dniu znaczenie historyczne – oto po raz pierwszy w historii tego miasta, wspólnie modlili się z okazji żydowskiego święta – rabin i chrześcijański duchowny w randze biskupa. I sama natura pobłogosławiła tę chwilę, zsyłając na plac pod bimą płatki śniegu, czyniąc ten zakątek w tym momencie najpiękniejszym zakątkiem Tarnowa. I tak powinien ten dzień być przez tarnowian zapamiętanym.

Adam Bartosz  (portal tarnowteraz.pl)


12:30, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 grudnia 2011


„O  tym i owym 8 czyli polowanie na awangardę…”

W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie trwa wystawa „Polowanie na awangardę. Zakazana sztuka Trzeciej Rzeszy”. Ilustruje proces niszczenia artystów przez nazistowski aparat państwa, pokazuje dzieła, które ocalały, mimo skazania ich na zagładę i zapomnienie, przypomina twórców uznanych wówczas za degeneratów ideologicznych.
 Naziści nie poprzestali na prześladowaniu twórców niemieckich. Przygotowując się do inwazji na Polskę sporządzili listę ponad 61 tysięcy nazwisk polskich artystów, intelektualistów, polityków, działaczy itp. Znaleźli się na niej tacy twórcy jak Jankiel Adler, Jonasz Stern, Roman Kramsztyk, Katarzyna Kobro, Zofia Kossak, Melchior Wańkowicz. Niemcy po wkroczeniu do Polski polowali na nich i udało się im w wielu przypadkach dopaść ofiary z listy.
Dla pełniejszego zilustrowania kierunków obłędnej ideologii wystawa zawiera aneks poświęcony sztuce polskiej tego okresu. Dla tarnowian ważną może być informacja, że pośród najlepszych dzieł polskich ówczesnej awangardy znalazły się dwie rzeźby z tarnowskiej kolekcji muzealnej. To gipsowa głowa Romana Sanguszki autorstwa Jerzego Madeyskiego i piękne marmurowe popiersie dziewczyny wykonane przez tarnowskiego rzeźbiarza Henryka Hochmana (1879-1943). Rzeźba ta znalazła się na wystawie jako ilustracja sztuki „zdegenerowanej” wedle kryteriów nazistowskich, jako że jej autor był Żydem. Tarnowianie codziennie przechodzą koło jednej z jego rzeźb, nie zastanawiając się, kto jest jej autorem. A to właśnie Hochman wyrzeźbił w kamieniu tarnowskiego „sfinksa”, patrzącego w dół Wielkich Schodów. Artysta ten studiował w krakowskiej ASP i w Paryżu u Augusta Rodina. Gdyby mieszkał na terenie Rzeszy, pewnie trafił by do lagru. A tak, zginął rozstrzelany przez Niemców pod Bochnią. Warto wiedzieć, że na cieszącej się ogromnym powodzeniem krakowskiej wystawie możemy napotkać tak bliski nam i tak tragiczny akcent.

Adam Bartosz (Portal TarnówTeraz.pl)


10:35, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: