RSS
niedziela, 27 grudnia 2009

Moja wiedza pochodzi głównie z podróży. Naczytałem się do woli przemierzając piękną ojczyznę, a za protoplastę mojej mądrości, do dzisiaj uznaję Stefana Burczymuchę, który na wytłumaczenie swoich dokonań powtarzał – naczytałem się w podróży.
   Podróże kształcą i dają tę wielką chwilę wytchnienia na czytanie wszystkiego co tylko da się czytać w czterech ścianach przedziału pociągowego, na trasie od A do B. Mówię o tym, bo ostatnio moja nabyta wiedza nie nadążyła za biegnącymi w przedwyborczych igrzyskach wydarzeniami. Ale po kolei:
   19 grudnia bieżącego roku pan prezydent przekazał na ręce dyrektora Tarnowskiego Muzeum obraz namalowany przez urodzonego w Tarnowie żydowskiego malarza Aleksandra Plutzera. Na wszystkich portalach tarnowskich zagotowało się jak w oku wulkanu. Nie dość, że dosłownie wszędzie, ukazał się jednakowy tekst, to nigdzie ani słówka o historii dzieła, a najważniejsze - o jego pochodzeniu. Nikt nie zadał pytania, skąd obraz wziął się w ręku pana prezydenta i za ile. Czy pan prezydent kupił lanszaft za swoje, czy za nasze i na jakiej zasadzie – jeżeli za nasze – biuro pana prezydenta daje instytucji marszałkowskiej prezenty. Mnie najbardziej interesuje od kogo kupił pan prezydent obraz. Na aukcji? Od prywatnego właściciela? A może odkupił dzieło z galerii Plutzera w Jerozolimie? Bo tylko tam znajdują się obrazy tego ponoć wielkiego malarza.
Był kiedyś taki obyczaj w naszym mieście, że na każdym rocznym podsumowaniu wydarzeń kulturalnych, prezydenci miasta kupowali jeden obraz rodzimego twórcy i przekazywali do muzeum. Sprawa umarła wraz z objęciem urzędu przez pana Ścigałę, więc dlaczego pod koniec kadencji pan prezydent robi za mecenasa? Nie wiem, albo wiem, ale to zbyt prosta wiedza, by się popisywać.
   Tak, moja wiedza nie nadąża za wielkością Plutzera, i dlatego tylko pytam z rozdziawioną gębą ze zdziwienia. 
   Zupełnie w innym nastroju przeczytałem list z biura prasowego pana prezydenta do Gazety Krakowskiej, w którym pani rzecznik stara się wytłumaczyć na czym polega zamiana czarnego na biały. Otóż kierownik redakcji red. Piotr Kopa zadał pytanie na łamach G. K. o dorzeczność wybudowania na placu Targowica budynku Urzędu Miejskiego i podał, zgodnie z prawdą, że U. M. zatrudnia około 500 pracowników. Pani rzecznik z wielką galanterią i ujmującą erudycją wyjaśniła panu Kopie, że nasiał zamętu w głowach czytelników, bo nie 500, a 449 panie Kopa, a jak ludzie pójdą na chorobowe, odpust, pielgrzymkę, albo na urlopy, to może ta liczba spaść nawet do 429!
   Pani sofistyka, proszę pani, zapiera mi dech w płucach, powoduje wapory i globusa.
Mniej więcej w tym samym stylu wyjaśniała pani rzecznik na czym polega geniusz pana prezydenta w sposobie wydawania naszych pieniędzy. Oświadczyła, że nowy budynek U. M. sfinansuje ktoś prywatny i będzie czerpał z tego powodu przez 30 lat niezłe profity. Miasto będzie miało budynek, ktoś pieniądze, a raty będziemy spłacać wszyscy – temu komuś prywatnemu. Mało tego, ten ktoś wynajmie miastu – nam wynajmie – budynek i zbierze podwójnie – za pożyczone i za wynajęte. Toż to mistrzowskie pociągnięcie, a potem niech wali się świat.
Panie prezydencie! Nie chcemy takich prezentów!
Pani rzecznik! Mniej erystyki, a więcej rozumu!
Wracając jeszcze na chwilkę do muzeum. Kochani, oto narodził się nam nowy obyczaj świeckich świętych. Nasze muzeum wystawiło kawałek kości i kilka włosów Józefa Bema. Zamówienia na pielgrzymki ,można składać u pani portierki, tuż przy wejściu do świątyni. Na okoliczność pierwszego cudu pan Bartosz zapowiedział zgolenie brody. Haloha!


Buc Galicyjski



20:25, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Komentarze (3) »
niedziela, 20 grudnia 2009

   „Nie ważny dzień. Ważne relacje między ludźmi. Wychodzimy po prostu do tych biednych, średnich i bogatych. Zupa dla każdego. Zupa solidarności! Hi! hi! hi!”

   Tak w prosty i czytelny sposób podsumowała swoje występy na tarnowskim Burku pani Anna Czechowa, prezeska fundacji „Kromka chleba” i nieoficjalna kandydatka na prezydenta Tarnowa. Z okazji szlachetnej akcji rozlewania do plastikowych kubeczków zupy, pani prezeska powiedziała co wiedziała, albo co chciała – chociaż, pierwsza opcja jest raczej problematyczna, bo pani kandydatka wie o wiele więcej. Nie zawsze czyny są zbieżne ze słowami i dlatego przypominam pani Czechowej, że miała, albo tak się jej gdzieś w podświadomości lęgło, powiedzieć, że to jest smaczna zupa WYBORCZA. Dlaczego tak mi się uroiło? Hi! hi! hi! 
   Zanim odpowiem na postawione sobie pytanie, zapytam panią prezeskę, dyrektorkę, radną i kandydatkę; czy wie, że stan określany biedą jest rzeczywistością bardzo wstydliwą? Że ludzie ubodzy, jeżeli już wchodzą w jakiekolwiek akcje dobroczynne, nie chcą mieć wokół siebie sytych i szczęśliwych? Czy pani wie, że nawoływanie najedzonych, by przyszli do tych z drugiej strony widnokręgu, jest obrażaniem tych drugich? Bo czy przy organizowaniu imprezo - spędów dla sytych, nawołuje pani o przybycie tych biednych? Nigdy! Dlatego odpowiem tak:
   Przy każdej okazji jakiegokolwiek rozdawnictwa w ramach pomocy najbiedniejszym, pokazuje się tych lepszych, jako kontrast, bo samotna w tłumie ubogich  pani, mogłaby by się poczuć taką samą - i tu sromota, naddepresja, utrata wiary w siebie. Ogólnie można rzec, poruta! Przywołując w ramach solidarności, jak to pani ładnie określiła, bogatych i średnich, automatycznie wdeptała pani godność tych najmniejszych w śnieg, co niewątpliwie miało wpływ na frekwencję przy kotle zupy. Amen.
   Próbuję zrozumieć wszelkie akcje czynione z okazji świąt – akcje dokarmiania ludzi – i nic mi z tego nie wychodzi. Cel jest święty, ale czy święty cel należy uświęcać poraz wtóry? Nic mi z tego nie wychodzi, bo na tych akcjach uwłaszczyli się ci, co takich akcji nie potrzebują na co dzień, lecz w chwilach zapotrzebowania na popularność, na głosy wyborcze.    Odzwierzęcym instynktem zaznaczamy mentalną mapę sukcesu, towarzyski i szemrany blichtr, obsikujemy miejsce do zagospodarowania, jak wszystkie szanujące się drapieżniki. I jak solidaryzujące się społecznie osobnicy najpierw do kotła zapraszamy tych, co nic nie mają, bo nikt jak biedny nie potrafi podziękować. Potem podjedzą sobie, jak nazwała ich pani prezeska, średniaki. A potem zacznie się dopiero uczta! Wszak znam z harcerstwa jeszcze, że zupa najgęściejsza zawsze jest na dnie kociołka. Trawestując przysłowie, stare jak podziały ludzkie – gdy biedni tańczą, orkiestra idzie… do toalety -  powiem tak: gdy biedni zjedzą, do kotła wchodzą fundatorzy.
   Jestem zgryźliwy. Ot, stetryczały pewnie gość. Dlatego wpadłem na genialny pomysł, by wszystkich po kolei zadowolić. Można! Kochani można problem świąt dla najbiedniejszych załatwić jednym ruchem. Przecież mamy w mieście ok. 500 urzędników. A niechże, do jasnej cholery, każdy urzędnik i katolik zaprosi na święta jednego ubogiego. Kierownik działu dwóch, a dyrektorzy trzech – zgodnie z listą płac. Pan prezydent mógłby nawet pięciu i po kłopocie. Do tego można włączyć wszystkich fundatorów, prezesów firm itd. Bóg by się ucieszył, bracia w Jezusie Ale, jak znam życie, łatwiej prześlizgnąć się na zupie.


Buc Galicyjski



suplement

Dzięki naszym „wiewiórkom” odkryliśmy pewną wstydliwą prawdę, rzutującą ostre światło na sposób reklamowania się pani Anny Czech. Zdjęcie ma przedstawiać rzeczoną panią w asyście bezdomnego i zadowolonego z towarzystwa pani prezes. Otóż na zdjęciu jest nie kto inny, jak były aktor tarnowskiego teatru, zgrabnie przebrany za biedaka. Biedaczysko jednak zapomniał zgolić wąsy i zmienić spodnie, by nie było widać zaprasowanej kantki. Pan Zbigniew Kłopocki prezentuje się nawet dobrze – jest przecież aktorem – tylko dlaczego aż tak bardzo jesteśmy oszukiwani przez manipulacje pani Czech? Czy już w tym mieście nie ma miejsca na prawdę?
Powyższe słowa podajemy jako pytanie do pani Anny. Pani prezes fundacji „Kromka chleba”, dlaczego my? Dlaczego nas? Jakim epitetem mamy określić takie działanie?


12:25, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Komentarze (1) »
niedziela, 13 grudnia 2009

   Aniołki Ricarda znowu coś zrobiły, a potem pomyślały – w języku psychologów nazywa się to temperamentem cholerycznym. Na chwilkę ukazał się na oficjalnym portalu miasta artykuł napisany przez Biuro Prasowe UM i zniknął bez wieści i powrotu. Pisanka była czołobitną pochwałą dotychczasowych sukcesów nowootwartej galerii handlowej w Tarnowie. Ciarki przeszły mi przez odzież dolną i górną i poraniły plecy, gdy przeczytałem jakież to wielkie dzieło ta galeria. Aniołki Ricarda przeliczyły dokładnie ilość odwiedzających ten smętny przybytek w pierwszych pięciu dniach. Nie mam pojęcia jak to było liczone, ale wyszło, że ponad 90 tysięcy! Kto to naliczał? Kto stawiał kreseczki i rozpoznawał czy aby dany klient nie wchodzi tam dwa razy i nie leci w trąbę? Może ministranci?
Inną zupełnie sprawą wywołaną tym artykułem jest bezkarność rządzących w stosowaniu kryptoreklamy. I nie wiem jakie ma zobowiązania UM wobec galerii, że dopuszcza się takiej sromoty, nie nazywając tego procederu dosłowniej. Nie chcę się wymądrzać, więc zobaczcie sami. Akurat pomyślałem i zrobiłem, to co powinien każdy obserwator życia i bycia w naszym mieście, kopiując cała treść zanim została wykasowana z portalu tarnow.pl. Proszę bardzo:
Według badań przeprowadzonych przez firmę TK Development, w ciągu zaledwie 5 dni działalności, obiekt odwiedziło aż 90 tysięcy klientów!
Galeria Tarnovia to pierwsze centrum handlowo-usługowe w Tarnowie – mieście, które liczy około 116 tysięcy mieszkańców. W samym tylko dniu otwarcia obiekt przyciągnął ponad 31 tysięcy osób. W pozostałych 4 dniach handlu Galeria gościła średnio 14,5 tysiąca klientów dziennie.
„Na tak dobry wynik złożyło się kilka czynników. Klientów zachęciła obecność wielu znakomitych marek odzieżowych, obuwniczych i kosmetycznych oraz oferujących sprzęt RTV/AGD. Niewątpliwie dużym atutem Galerii Tarnovia są sklepy, których nie było dotychczas w Tarnowie, jak na przykład 5.10.15., Apart, Bolero, Cafe decor, Camaieu, Camille ALBANE, Czas na Herbatę, Douglas, ECCO, H&M, Komputronik, Li-Ning, L.Marconi, Makalu, New Yorker, Ochnik, Orsay, Six, Sizeer shoes & wear, Studio Mody Francoise, Taranko, Tiimari, Toruńskie Pierniki, Vision Express Super Optyk, Vobis Digital, Wojas. Na poziom odwiedzalności w pierwszych dniach od otwarcia miał wpływ również fakt, iż Galeria Tarnovia to jedyny obiekt w mieście, skupiający pod swoim dachem tak wiele lokali handlowo-usługowych. Dzięki temu staje się ona wyjątkowym miejscem na mapie Tarnowa. Nie mamy też wątpliwości, że do osiągnięcia takiego rezultatu przyczynił się termin otwarcia centrum. Okres przed Mikołajkami i świętami Bożego Narodzenia to czas największych obrotów dla obiektów handlowych” – wyjaśnia Monika Szostek, Marketing Manager TK Development. Galeria Tarnovia to dwukondygnacyjny budynek o powierzchni całkowitej 36.500 m2. Na powierzchni handlowej, liczącej 16.550 m2, znajduje się 115 sklepów i lokali usługowych oraz gastronomicznych. Swoje salony mają tutaj takie krajowe i międzynarodowe marki, jak: 5-10-15, Camaieu, Carry, CCC, Deichmann, Douglas, RTV EURO AGD, H&M, Komputronik, New Yorker, Orsay, ReKids, Reserved, Rossmann, Ryłko, Venezia, Vistula, Vobis Digital, Wólczanka.
Produkty spożywcze oferuje główny najemca obiektu – sklep Bomi, który zajmuje powierzchnię 2.650 m2. Ofertę Galerii Tarnovia uzupełniają lokale gastronomiczne, serwujące dania kuchni polskiej, włoskiej i śródziemnomorskiej, a także kawiarnie, cukiernie i herbaciarnia. Ponadto w obiekcie znajduje się parking podziemny liczący 440 miejsc.

   Jeżeli ktokolwiek mi powie, że to jest uczciwe, to wyprowadzę się z Tarnowa. Nazwy firm powtarzane są dwukrotnie, a renoma tychże wcale światową nie jest. Jest to zwykł chłam w ciut lepszym opakowaniu. Chciałbym wiedzieć – poraz drugi - jakie to zobowiązania ma UM wobec galerii i za co, bo widzę w tym bratnią pomoc wzajemną. Czy mam teraz oczekiwać pikników wyborczych w przepastnych pomieszczeniach molochu? Byłem tam dzisiaj żeby zmierzyć się z opisywanym przez Aniołki Ricarda tłumem klientów. I co? Pustka i tylko smutne oczy sprzedawców, czytających ogłoszenia o pracę.


Buc Galicyjski



15:25, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 grudnia 2009

   Gdy usłyszałem w ogólnopolskiej telewizji jak pan redaktor prowadzący zadał pytanie, goszczącemu w redakcji pewnemu artyście „Czy dobrze pan się czuje w tym kraju?” o mało krew mnie nie zalała ze złości. Tenże redaktor dał mi wyraźną wskazówkę o lansowanych podziałach w moim kraju, że istnieje jakiś ten kraj, który do kogoś należy i jeszcze inny, który na pewno jest w posiadaniu celebrytów i głupkowatych guru telewizyjnych. A gdzie jestem ja? Czy mam prawo do swojej ojczyzny? Bo może, gdy powiem MÓJ kraj, to popełnię zbrodnię i będę wyklęty do siódmego pokolenia?
   Takie dzielenie Polski uwidacznia się też w dyskusji o krzyżach w szkołach publicznych. Tylko, że w tej akurat farsie medialnej dzieli się na kawałki Boga. Szkoda gadać. Osobiście nie wierzę, że większość ma prawo do narzucania mniejszości światopoglądu, ale głęboko jestem przekonany, że demokracja ma tę mniejszość bronić. Niech się w końcu odwalą od krzyża politycy z pełnymi gębami frazesów, księża, którzy grają w tej politycznej kapeli pierwsze skrzypce, a zwycięży skromność i pokora. Nie chcę żeby moja wiara była przymuszona do ekspozycji na ścianach szkół. Wolę iść do kościoła.
   Zasmuciła mnie też inne zgoła wydarzenie, które miało miejsce na tarnowskim rynku. Piękna i godna impreza spotkania dzieci z Mikołajem – nie tym świętym – poruszyła moją wrażliwość do głębi – jak mówi poeta. Nie byłem w tym dniu na rynku, ale z uwagą przeglądnąłem galerię zdjęć zamieszczoną na portalu miejskim tarnow.pl. Jakiż był mój smutek i ból osamotnienia gdy nie dostrzegłem tam sylwetki naszego pana prezydenta. Poczułem się osierocony i zdradzony. Nie zadowalają mnie aniołki z Marki Miasta, ani śmieszny Mikołaj. Ja chce oglądać pana Ryszarda, bo do tego mnie przyzwyczaił, zapodając swoje fotki z każdego wydarzenia w Tarnowie.
   Gdzieś jednak zaiskrzyło światełko w postaci ersatzu, mającego dać mi namiastkę pana od władzy. Kochani, na jednym zdjęciu rozpoznałem przebranego za diabła radnego, którego, przez szacunek, nazwiska nie zdradzę. Rozpoznałem tego wielokadencyjnego polityka po uśmiechu, czyli po zębach. Zobaczcie sami i podzielcie się efektem obserwacji. Dla ułatwienia dodam: Radny chodził przez wiele lat w tym samym garniturze, a niedawno zakupił sobie nowy, ale identyczny, jak ten znoszony. Żona radnego i bracia są mocno zakotwiczeni w administracji naszego UM i nie dają się ruszyć. Pan ten na początku kariery samorządowej mieszkał w skromnym mieszkanku blokowym, a teraz ma nieskromną posiadłość w podtarnowskiej wsi. Miłej zgaduj zgaduli.
   A wracają do pana od władzy. Znalazłem fotkę mojego ulubionego w fotorelacji z górniczej Barbórki odbytej (nie kojarzyć z odbytem) w prywatnej firmie utrzymywanej przez nas wszystkich Gaz System S. A. . To tak, dla uczciwości w przekazie. Ucieszyłem się, bo pan prezydent rozdawał swój czarujący uśmiech na lewo i prawo, przypinał ordery i nawet coś zjadł. Po mistrzowskim wręcz wyeliminowaniu z gry o fotel prezydencki pani Czechowej – genialne wmanewrowaniu w plebiscyt Kobieta Roku - i sprytnemu podłożeniu nogi panu Koprowskiemu, ma z czego się cieszyć. Prawda? Tak więc powiem co muszę: „Niech pan się, panie Ryśku, nie boi, cały Tarnów za panem stoi”


Buc Galicyjski



15:16, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: