RSS
środa, 22 lutego 2012

Z cyklu o tym i owym 22 czyli o Wielkim Poście…

Całość Wielkiego Postu zwana jest to łacinie Quadragesima. To określenie znane już było Soborowi w Nicei (325rok), i podkreślało czterdziestodniowy czas trwania tego okresu. Początkowo poszczono tylko dwa dni przed Paschą. Aby nadać temu charakter symboliczny, mówiło się o poście czterdziestogodzinnym. Taki rodzaj postu jest już udokumentowany w III wieku. Czterdziestodniowy post wspomina po raz pierwszy Atanazy, biskup Aleksandrii w swoim liście pisanym z okazji Wielkanocy w 334 roku. „Czterdziestnica” była traktowana bardziej symbolicznie niż literalnie, była odwołaniem się do Pisma Świętego: 40 dni przebywał Jezus na pustyni (por.Mt 4,2), 40 dni trwał potop (por. Rdz 7.4), 40 dni i 40 nocy przebywał Mojżesz na Synaju (por. Wj. 24.18), 40 lat trwała wędrówka Izraela do ziemi Obiecanej, 40 dni i 40 nocy wędrował prorok Eliasz na górę Horeb (por.1 Krl 19.8). To wszystko wskazuje, że liczba 40 jest „zarezerwowana” w Biblii dla dzieł oczyszczenia i przygotowania. Podobnie jak kiedyś i dziś przygotowanie do Wielkanocy trwa 40 dni, choć uważni dostrzegą od razu pewną „nieprawidłowość”. Patrząc w kalendarz łatwo bowiem obliczą,  że od Środy Popielcowej do Niedzieli Wielkanocnej jest 47 dni. Błąd nie wynika z obliczeń. Wszystko spowodowane jest tym, iż już od starożytności Kościół nigdy nie pościł w Niedzielę, która jest dniem radości ze Zmartwychwstania Pana. W Wielkim Poście chcemy coś zrobić dla Pana Boga. Dlatego rezygnujemy z cukierków czy wszystkich słodyczy. Odstawiamy piwo i papierosy. Dobre to wszystko dla zdrowia i urody. Rzadziej korzystamy z telewizji i Internetu. Mniej nas na facebooku… Mniej bywamy i mówimy. Więcej robimy dla innych. Ale przede wszystkim chcemy coś zrobić dla Pana Boga. Wstawiamy więc w tygodniowy grafik Drogę Krzyżową, Gorzkie Żale i Rekolekcje. Dobre to wszystko dla samopoczucia, mamy prawo uważać się za bardziej pobożnych. Ale tak naprawdę chcąc coś zrobić dla Pana Boga,  robimy w gruncie rzeczy dla siebie. A przecież możemy coś zrobić dla Pana Boga. Co? Przestańmy robić coś dla Pana Boga, aby On w końcu mógł coś zrobić dla nas! O wiele ważniejsze jest to, co On może zrobić dla nas i w nas, niźli to, co my jesteśmy w stanie zrobić dla Niego (a co w gruncie rzeczy robimy dla siebie samych). Pozwólmy sobie w Wielkim Poście na luksus ciszy i milczenia. Aby słuchać i słyszeć. Aby patrzeć i oglądać. Aby czuć i przeczuwać. Nasiąkać. Chłonąć. Przyjmować. Otrzymywać. Dając dzielić się rzeczywiście. Nie róbmy nic dla Pana Boga. Pozwólmy, aby On zrobił coś dla nas.


13:34, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 lutego 2012

Z cyklu o tym i owym 21 czyli spóźniony wspominek…

Jeszcze za jego życia określałem go jako jedynego biskupa jakiego znałem, a który chodził na własnych nogach po ulicy. Może to krzywdzące dla jego poprzedników, ale takie miałem wrażenie – biskup Życiński był widoczny na ulicy, chodził sam, gdzieś zmierzał, z kimś przystawał, był na ulicy, chodził ulicami Tarnowa. Był widywany na wernisażach w muzeum, przyjmował zaproszenie na spotkania, konferencje. Był zaledwie kilka miesięcy młodszy ode mnie, w tym samym roku kończyliśmy studia, został profesorem, kiedy ja objąłem stanowisko dyrektora muzeum. Możem zbyt nieskromny, ale mam też odczucie, że jego zainteresowanie mniejszościami, Żydami, zrodziło się w cieniu naszych muzealnych działań w tej dziedzinie. Biskup Życiński powołał młodego kapłana Stanisława Opockiego z Łososiny Górnej na Krajowego Duszpasterza Romów. Patronował i aktywnie brał udział w międzynarodowej konferencjiStoją wozy kolorowe, organizowanej w 30-lecie zakazu wędrowania, jaki dotknął w 1964 r. Romów w Polsce. Goście byli miło zaskoczeni jego erudycją. Jeszcze większe wrażenie wywarł na międzynarodowym towarzystwie, jakie w 1997 r. zebrało się na ul. Żydowskiej w dniu odsłonięcia pamiątkowej tablicy poświęconej masakrze Żydów na Rynku w 1942 r. Przedstawiłem mu gości z kilku krajów, przywitał się z każdym, w odpowiednim momencie zabrał głos, przemówił ciekawie, po czym zwrócił się do angielskojęzycznych gości, powtarzając swe wystąpienie w ich języku. A potem zwróciwszy się do Federico Jachimowicza z Buenos Aires – przemówił pięknie po hiszpańsku. Pan Federico (przed wojną Franek Jachimowicz z ul. Pracy 3) podziękował wzruszony. Ledwie zdążył z samolotu z Krakowa. Mówił tak mniej więcej: jechałem taksówką z Krakowa. Wokół wszędzie pola. Ludzie koszą trawę, pachniało trawą, sianem i ziemią. Ja urodziłem się jako chłopski syn, na Grabówce mieliśmy gospodarstwo, nasze pola były po drugiej stronie ulicy Lwowskiej. Ja ten zapach polskiej, tarnowskiej ziemi i trawy noszę w sobie całe życie. I wszędzie gdzie jestem, jestem Polakiem. Jakże dumny byłem, kiedy nasz papież odwiedził Argentynę. Na drugi dzień asystent biskupa Życińskiego zadzwonił do mnie abym podał dokładnie imię i nazwisko owego argentyńskiego Polaka-Żyda. Biskup był tak wzruszony tym, że Żyd polski o Janie Pawle powiedział nasz papież, iż chciał ten fakt wykorzystać w jakichś materiałach kurialnych. Kiedy tarnowski biskup Józef pokłonił się rok temu biskupowi Rzymu, ten witając w niebie nową duszę rzekł doń żartobliwie: bądź bracie dumny z tego, że nienawistni ci ludzie zwą cię Żydzińskim.

Adam Bartosz  (Tarnowteraz.pl)

10:58, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 lutego 2012

Z cyklu o tym i owym 20 czyli Adam Bartosz odpowiada Mirosławowi Poświatowskiemu, którego polemiczny tekst publikowaliśmy jakiś czas temu.

 Wśród komentarzy do poprzedniego mojego tekstu – pisze pan dyrektor - moją uwagę zwrócił zwłaszcza jeden, w formie bardzo obszernej refleksji, zamieszczony przez dziennikarza portalu, którego mój tekścik dotyczył. Zachwyciła mnie w tym komentarzu niezwykła przenikliwość Autora, który z tak wielką łatwością i olbrzymim rozmachem intelektualnym zdemaskował żydowski kontekst moich rozważań. Czując się kompletnie zdemaskowany (wylazły moje powiązania z rabinami, UB, Wyborczą etc. przybudówkami żydostwa), jednakowoż i wdzięczny za kolejną porcję materiału do ćwiczeń z tematu – xenofobia na seminariach studenckich (dziękuję, teksty bez ? pozwalam sobie hojnie wykorzystywać) chętnie podzielę się z Autorem podobnymi przemyśleniami autorstwa umysłu bardziej jeszcze ścisłego. Aby w swych poszukiwaniach groźnych żydowskich powiązań mógł się umocnić. A któż lepiej, dowodniej może wykazać szkodliwą działalność Żydów, niżeli inżynier chemik, gleboznawca, ekonomista w jednym? Oto leży przede mną obszerna (37 s.) broszura: Kanalizacja miasta Warszawy jako narzędzie judaizmu i szarlatanerii w celu zniszczenia rolnictwa polskiego oraz wytępienia ludności słowiańskiej nad Wisłą, Kraków, Skład w Księgarni G. Gebethnera i Spółki, 1900. To wielkie, pełne intelektualnej mocy ostrzeżenie przed wszechogarniającą siłą żydowskich wpływów, które w moim tekście tak łatwo Autorowi komentarza przyszło wskazać. Autor broszury [F.R.], wykazując się ogromną wiedzą na temat gleby, nawożenia, cen, wydajności, składu nawozów wszelakich, higieny, epidemiologii etc. etc. pisze z wielką żarliwością o zgubnych skutkach kanalizacyi narzuconej przez hygienistów i inżynierów semicko-germańskich i reklamowanej jako szczyt postępu przez prasę na żołdzie żydowskim.Zaprawdę, pouczająca to lektura. I smutna. Zwłaszcza jeśli się wspomni niedawno hucznie obchodzone 100-lecie tarnowskich wodociągów i kanalizacji, którym patronował, jakże inaczej, Ścigała. Tarnów poddał się tej żydowskiej hucpie już w 10 lat po wydaniu cytowanej tu ostrzegawczej publikacji naukowej. Na koniec dodam, że tym żydowskim przedsięwzięciem w Tarnowie kierował najdłużej i najbardziej efektywnie w latach 1920-1942 niejaki Mojżesz Leuchter. Dla miłośników tropienia żydowskich wątków zagadka: dlaczego do roku 1942?


Przekonuje: z wyliczeń wynika, że czteroosobowa rodzina produkuje rocznie tonę ekskrementów. Pozbawienie polskich rolników tego źródła bezpłatnego i – jak uważa – znakomitego nawozu, uniemożliwi im konkurowanie na międzynarodowym rynku. Ziemia, za żydowskie pieniądze, przejdzie w germańskie łapy. A przecież ekskrementa ludzkie będą zawsze przedstawiać najwyższą potęgę płodotwórczą. Ekskrementa te mają wszak i inne zalety: nawet przebywanie w stajniach przepełnionych ekskrementami okazało się zbawiennem dla cierpiących piersiowo. O zdrowotnym wpływie wdychania zapachów nieczystości kloacznych świadczy zdrowie kwitnące robotników zajmujących się oczyszczaniem ustępów i rolników używających przeważnie nawozów ludzkich. To wśród siana i bydląt Odwieczna Mądrość nawiedziła ludzkość zrujnowaną przez teorye i doktryny żydowskie i w ubogiej szopie betlejemskiej mędrcy powitali przyszłego Zbawiciela. Żydzi, pragnąc ograbić fundusze obywateli, rozwinąć handel ze stronami odległemi, kosztem rolnictwa ojczystego, wszczęli gwałt na temat szkodliwości dla zdrowia nieczystości kloacznych i pilnej potrzeby pozbycia się tychże, ofiarowując się nawet z kredytem długoterminowym i nizko-procentowym. Nawiązując do roku 1863, kiedy to tłum uliczny podburzony przez ajentów żydowsko-teutońskich przeciwko władzy rosyjskiej dopowiada jak to i obecnie projektom kanalizacji narzuconym przez higienistów semicko-germańskich towarzyszą krzyki motłochu bezroboczego, spędzonych przez ajentów kapitalizmu dla przyspieszenia robót kanalizacyjnych, przeciw którym protestowali obywatele światli. Światły inżynier ostrzega: już pod Warszawą skanalizowaną pod naciskiem strasznego widma mikrobów chorobotwórczych, odkrytych w ekskrementach ludzkich przez hygienę żydowsko-szarlatańską, widnieją pustkowia i piaski lotne, na których skubie lichą trawę chudy dobytek zbiedzonego wieśniaka, gdy tymczasem nieczystości kloaczne, dane przez samą Opatrzność, dzisiaj, niestety stracone na zawsze pod naciskiem materializmu pogańsko-żydowskiego. To wszystko dzieje się, mimo iż: system kanalizacyjny potępili jednozgodnie najwięksi myśliciele, mężowie stanu, ekonomiści i badacze natury. Badacze ci wskazują na smutny stan rolnictwa Stanów Zjednoczonych Ameryki spowodowany kanalizowaniem miast, dlatego autor opracowania prorokuje: Ameryka tak samo jak Rzym lub Grecya zajmie miejsce w ruinach przeszłości. I dalej o Warszawie: pod hasłem szerzenia hygieny żydowskiej, ciemny biurokratyzm miejski rozpoczął napady na właścicieli domów pragnących nadal oczyszczać ustępy sposobem najracyonalniejszym. Autor woła z rozpaczą: Czyż są więksi szalbierze i nihiliści pod słońcem, nad hygienistów żydowskich? Oto niebawem zamiast wsi i świątyń chrześcijańskich budować się będą miasta marmurowe, bóżnice i bałwany pogańsko-żydowskie. Miejsce szkół zajmą chedery i kahały. I nastanie wtenczas na Słowiańszczyźnie spustoszonej i wyludnionej ów wiek kultury wymarzonej przez medyków żydowskich. Itd. przez ponad 30 stron. 

 

Adam Bartosz  (Tarnowteraz.pl)



 

12:34, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lutego 2012

Z cyklu o tym i owym 19 czyli powrót starego...

Jak wiadomo, postęp dokonuje się niemal we wszystkich gałęziach nauki i techniki. Nic więc dziwnego, że zawitał także na kolej. A ściślej mówiąc na czeską kolej. Otóż wprowadza się tam właśnie przedziały tylko dla... kobiet. Podobno panie coraz bardziej obawiają się o swoje bezpieczeństwo w pociągach i z tego względu, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klienta, czeskie koleje mają zapewnić im spokój poprzez osobne przedziały. Teraz czekamy na odzew naszych PKP.

Hipolit Wzdręga (Nasz Dziennik)

Ps. Chyba już to gdzieś, kiedyś przerabialiśmy... 

17:39, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »

Z cyklu o tym i owym 18 czyli Viktor Orban - Niech Bóg błogosławi Polakom…

Węgier, Polak - dwa bratanki, i do szabli i do szklanki...Geneza, korzenie tego powiedzenia sięgają epoki Kazimierza Wielkiego, Ludwika Węgierskiego i Świętej Królowej Jadwigi. To było ponad 600 lat temu i tyle właśnie ma tradycyjna przyjaźń Węgrów i Polaków. Minęło tyle stuleci, żyjemy w zupełnie innej epoce, jest wiek XXI. Słowa "Boże, błogosław Węgrów", od których zaczyna się preambuła nowej konstytucji Węgier, są zarazem pierwszym wersem hymnu narodowego naszych bratanków. I oto Komisja Europejska nie tylko dokonuje otwartej interwencji w politykę wewnętrzną suwerennego, demokratycznego państwa, ale także rozpoczyna prawny spór oraz formalne postępowanie karne o reformy ustrojowe jednego z krajów członkowskich UE. - Mieliśmy nadzieję, że węgierskie władze wprowadzą konieczne zmiany, by zagwarantować poszanowanie unijnego prawa. Tak się dotychczas nie stało, więc postanowiliśmy wszcząć postępowanie w sprawie naruszenia unijnych przepisów - oznajmił osobiście sam szef KE José Manuel Barroso. Jednym z fundamentalnych zarzutów naruszenia standardów UE, a nawet złamania "unijnego prawa" jest nowa konstytucja Węgier, która odwołuje się do Boga oraz tysiącletnich tradycji chrześcijańskich na Węgrzech. Nową węgierską ustawę zasadniczą uchwalił ogromną większością głosów parlament w Budapeszcie, podobnie jak wiele innych ustaw reformujących i wzmacniających państwo, do czego dąży konsekwentnie premier Viktor Orbán i jego rząd. Premier Viktor Orbán naprawdę może być dumny z tego, że jest atakowany, fałszywie pomawiany i poniżany tak jak niegdyś prezydent Ronald Reagan i premier Margaret Thatcher, a później George W. Bush, prezydent Vaclav Klaus oraz prezydent Lech Kaczyński. Agresja przeciwko węgierskiemu premierowi skierowana jest dokładnie z tych samych wpływowych lewackich kół politycznych tzw. starej Europy oraz Rosji, które od kilkudziesięciu lat starają się zniszczyć tradycyjne wartości cywilizacji europejskiej. Do tych właśnie wartości w swej polityce od ponad roku odwołuje się rząd węgierski premiera Orbána, który zdobył sympatię większości Węgrów, wyciągnął ich z głębokiej frustracji, przywrócił im poczucie narodowej dumy oraz dał szansę na rozwój i lepsze życie. Viktor Orbán chce udowodnić, że małe, zakompleksione dotąd państwo może być suwerenne i prowadzić własną politykę, że nie musi polegać na opiniach większych państw.

Józef Szaniawski (Nasz Dziennik)


17:39, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: