RSS
niedziela, 31 stycznia 2010

   Że władza nigdy nie rozmawia z szarym obywatelem, którego jest około 80 procent wszystkich obywateli, to już wiadomo od czasów sumeryjskich, fenickich, greckich, rzymskich, aż po dzień dzisiejszy. Może raz w historii świata coś mogło się zmienić, gdy w Luizjanie bawełnę przestali zbierać niewolnicy, a zaczęli wolni pracownicy. Ludzie starsi, czyli tacy, których gacie pamiętają jeszcze kiełkujące krzaki bawełny w owej krainie wolności, twierdzą – i słusznie – że dialog władzy z ludem jest w cieniu tak ciemnym jak amerykańskie niewolnictwo i jedyną iskierką wnoszącą światło do tej rzeczywistości jest błysk dziennikarskiego flesza, poświata kamery i widok mikrofonu. Dowody na tę tezę mieliśmy okazję potwierdzić w Tarnowie. Najpierw odbyta wielka gala w pałacu bizantyjskiego seminarium, gdzie złoto mieszało się z mirrą i kadzidłem, na przemian z pustosłowiem, wirażującym na zakrętach mitycznego pojednania chrześcijańsko – żydowskiego, a potem, po kilku dniach, zupełne zaprzeczenie głoszonych haseł z ambony – mównicy. Po wielkich i kolorowych obchodach nastąpił całkowity zwrot w kierunku odwrotnym do tez głoszonych w dniach judaizmu. Otóż w dniu 65 rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz, pod pomnikiem ofiar pojawiło się kilka zmarzniętych osób i pani wice w asyście dwóch ochroniarzy, czyli umundurowanych i uzbrojonych grubasów. Zabrakło wspólnoty ze starszymi braćmi, a polityczna kalkulacja wyprzedziła zdrowy rozum. Bo gdzie jak gdzie, ale pod tym pomnikiem i w taki dzień, należy pokazać swoją gotowość do dialogu. Prawda? Widocznie ten dziwny dialog wymknął się władzy spod kontroli i władza dała ciała. Jako obywatelowi miasta Tarnowa jest mi wstyd, cholera jasna, a co! I jest mi drugi raz wstyd, że nasze władze nie zmieniły jeszcze nazwy placu, na którym stoi pomnik, bo czy nazywanie placu nazwą polskiego miasta Oświęcim jest poprawne? Jak wyglądają w świetle tego faktu wszelkie protesty polskiej dyplomacji, gdy Oświęcim użyty w kontekście obozu zagłady jest prawie przestępstwem? Za takie nadużycie przepraszają nawet głowy państw, cholera jasna, a co!
Jakoś ostatnio nie widać na horyzoncie dokonań tarnowskiego magistratu mojej ulubionej pani z Marki Miasta, Marysi Bilik. Lubię sobie popatrzeć na tę niewątpliwie miłą urzędniczkę i posłuchać jej genialnych pomysłów na reklamowanie Tarnowa. Czy coś się złego stało, o czym nie wiem? Wiem, że nigdy nie uda mi się podejść na tyle blisko, by coś przekazać pani Bilik, więc uczynię to tutaj. Kochana pani, mając na uwadze pani zdrowie i psychiczną harmonię, upraszam do stosowania odpowiedniej diety, bo ciało pomimo swojego pędu do bycia grzesznym, jest również wizytówką miejsca na którym się zasiada – vide piękna pani wiceprezydentka. Dlatego zapodaję w swojej uprzejmości, szacunku i sympatii dietę, coby służyła pani na chwałę naszego miasta.
Śniadanie: dwa jajka sadzone na maśle i cztery plastry boczku, gorzka kawa.
Drugie śniadanie – dwa jabłuszka, proszę pani.
Obiad: hamburger z furą sałatek – bez bułki, gorzka herbata.
Kolacja: ryba smażona na smalcu i dwa liście sałaty zielonej.
Do poduchy: jabłuszko.
Gwarantuję 5 kilogramów miesięcznego ubytku nadmiaru wagi i wiele rodzinnego szczęścia. Nie wolno jeść węglowodanów za żadne skarby tego świata, a jeno tłuszcze nasycone, mięsko i owoce z warzywami. Proszę uznać moje starania, jako przejaw niezwykłej estymy dla pani, droga pani z Marki Miasta. Ostatnim – dla przypomnienia i przestrogi – tarnowskim politykiem karmionym węglowodanami, był pan Skorupa. Czy taka jest perspektywa dla zacnego urzędu promocji Tarnowa?


Buc Galicyjski



15:31, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 stycznia 2010

Nadymali się chłopaki w kolorowy balon i rozpięli nad Tarnowem jakąś gigantyczną i nikomu niezrozumiałą wydmuszkę. Pozbierali się po świecie, po Polsce i po zakamarkach politycznych salonów i przyjechali do naszego miasta. Byli rabini, księża biskupi i oczywiście ci, którym najbardziej zależy żeby pokazywać swoją gęby do telewizyjnych kamer - politycy. Nam, prostemu ludowi, oświadczyli, że oni niby tak dla ważnej sprawy, jaką jest pojednanie polsko – żydowskie, że to wszystko dla nas czynią, czyli dla mas. Spotykali się w różnych miejscach i gawędzili o historii, o miłości, jaka darzą siebie wzajemnie i tylko chwila jak padną sobie w objęcia i w naszym imieniu zaczną się migdalić. Z jednej strony polskie Bizancjum obwieszone złotem, z frazesami klejonymi na takie okazje, a z drugiej nasi „starsi bracia”, ale już bez otwartych ramion do miłosnych uścisków. Pustosłowie na potrzeby reklamy i nic nie mówiące podrygi. Tak sobie określam XIII Dni Judaizmu w Kościele Katolickim.
Nie wiem, jaki ma mieć wpływ na moje życie, na życie Tarnowa takie coś i nie wiem, czego dotyczy to tajemnicze pojednanie, bo spotkały się dwie religie, za pomocą których organizatorzy niby chcą pojednać wszystko. Czy teraz w każdym kościele katolickim będzie miejsce na modlitwę dla Żyda tułacza? Czy w każdej synagodze będzie wisiał obraz Matki Boskiej Jasnogórskiej? Czy obecni tam politycy teraz się obrzezają? Przecież nie. Żaden z przybyłych na tę karnawałową zabawę nie wyda swojej córki za Żyda, ani na odwrót. Dlaczego? A dlatego, że pojednanie, to puste hasełko, wyglądające najpiękniej na plakacie, a nie w życiu. A dlatego, że pojednanie nie ma żadnej określonej przez zebranych przyszłości – bo czy ustalono jak będziemy się jednać w tym roku, za pięć lat i za dziesięć? Otóż nie, bo tego nie wie nikt. Forma przerosła treść, proszę państwa i nie ma o czym mówić.
  Żydzi to mądry naród. Pewien PAN RABIN – tak o rabinach napisali panowie księża w swojej broszurze – rzekł coś, co wymyka się z tej całej enigmatycznej konstrukcji. On się zapytał zebranych z czego żyją mieszkańcy Tarnowa, skoro w tym mieście tylko sklepy i sklepy i galerie. Ten mądrala dał wyraźnie do zrozumienia tarnowskim włodarzom, że nakładają na siebie kolorowe prezerwatywy i w przyjemny sposób nie zapładniają tarnowskiej gospodarki. Żydzi to mądry naród. Inny żydowski mądrala oświadczył kiedyś, że Polska jest dla każdego Żyda ziemią przeklętą i nie ma sensu do tej ziemi przytulać Żydów na siłę, że oni sami się przytulą w swoim czasie i tylko czekać. Inny, już katolicki mędrzec, wywiódł swoją religię od Jezusa – Żyda, co miało potwierdzić, że jesteśmy od jednego Ojca. Panie ksiądz! Pan opowiadasz dyrdymały przetykane makiem. To od kogo pochodzimy nikomu nie sprawia kłopotów i nie chcemy, by pan ksiądz głosił coś, co wiadomym jest od lat tysięcy.
   Nie chce mi się o tym gadać – jak mówi pewien pan – ale zadam pytanie, które ze swojej natury zawsze pozostaje bez odpowiedzi. Niech mi odpowie pan prezydent co też takiego ma Tarnów z tego święta? Co się odmieni na lepsze, ile odejdzie w niepamięć narastającej biedy? Ile stanowisk pracy nam przybędzie? Ileż to rodzin zacznie spać spokojnie, bez obawy o niepewne jutro? I zapytam też, czy pan prezydencie czyta statystyki i czy pan wie, że Tarnów odchodzi w cień?
A teraz zadam pytanie, które kładzie bladym trupem całe pojednanie i wspólny dialog – KTO ZA TO ZAPŁACI???


Buc Galicyjski



20:18, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 stycznia 2010

Szanowny i Ukochany Panie Prezydencie

   List ten pisze do Pana, gdy jeszcze nie umilkły dźwięki grającej wszędy i owędy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i powiem Panu, że pozostaję w wielkim niepokoju o Pańskie zdrowie, spływające od rozumu i ciała, a tak bardzo działające na moje dobre samopoczucie. Ja czuję się dobrze, czego Panu też życzę. Wielce zafrasował mnie ostatni pomysł Pańskiego sztabu reklamowego na powożenie służbowym autem po naszym pięknym mieście z pasażerem, który da więcej za tę niewątpliwą przyjemność i łaskę. Wie Pan, ja jestem człowiekiem oczytanym i zrazu po dotarciu do mnie tej wiadomości przypomniałem sobie różne historie przeczytane niegdyś. Czy Pan wie, że podobnie reklamowali siebie bizantyjscy władcy? Naczytałem się, że aby spojrzeć takiemu prosto w oczy ludzie sprzedawali swoje majątki i czołgali się w majestacie za spore sumy. Mało tego, za dotknięcie pantofla panującego otrzymywało się dozgonne łaski i uświęcenie. Nie wiem jak Pan myśli, ale wydaje mi się, że coś w tym jest, w tym podobieństwie. Inną sprawą, która nie mniej mnie niepokoi jest pańskie bezpieczeństwo. Miałem sen! Śniło mi się, że jakiś jegomość kazał się wieźć Panu w ciemny zaułek i tam znieważył Pańską twarz, bijąc i drapiąc niemiłosiernie. To niby taki sobie sen, a jednak coś jest na rzeczy. Jak Pan zapewne zauważył w naszym kraju mnożą się porwania. Czy Pańska rodzina będzie miała na okup? Podejrzewam, że nie, bo przy Pańskiej nędznej pensji to niemożliwe. Dlatego, mając na uwadze Pańskie dobro, Panie Prezydencie, proszę abyś zrezygnował z powożenia, bo wiadomo czym się to skończy. Niepotrzebnie też podał Pan do wiadomości, że będzie Pan jeździł za pieniądze pasażera służbowym autem – Pan nie wie, że tak nie można i konkurencja polityczna może Panu zrobić na złość? Proszę też, broń Boże, nie brać na ten czas delegacji i nie wynajmować chłopaków z ochrony, bo kto za to zapłaci? Ten pasażer? A nie lepiej było dać stówkę z własnej kieszeni?
Proszę Pana Prezydenta. Jeżeli Pan nie pogardzi, to podam Panu kilka trafnych pomysłów, które nikogo nie narażą, a mogą dać niezłe zyski. Wzorem niejakiego Pugaczowa może Pan się zamknąć w złotej klatce i kazać obwozić swoją szlachetną osobę po jarmarkach. Ja bym opracował cennik, bo wiadomo, nie każdy chce dotykać ręki czy nogi. Może ktoś zechce pomacać zupełnie coś innego, a taki cennik musi być wcześniej zatwierdzony przez najwyższą władzę w mieście. Wszystko musi być, jak mówią w telewizji, legalne i korekt, a ja bym wziął za tę usługę tylko 10%. Mam też inny pomysł. Bardzo dawno temu wielu kierowników z Tarnowskich Zakładów Mięsnych wzbogaciło się na tajnym puszkowaniu damskich peruk i innych niedostępnych rzeczy u naszych kumpli ze wschodu. Proszę pana to był co prawda przemyt, ale ja namawiam do czegoś zupełnie zgodnego z prawem. Miałem sen! Śniło mi się, że kupuję w sklepie konserwę z Pańskim oddechem – czy ja źle mówię? W tym samym śnie zobaczyłem Pańską dostojność w innej konfiguracji. Pan sprzedawał swoją obecność. Jak to wyglądało? Jest Pan osobą bywałą na każdym prawie wydarzeniu w Tarnowie. Wiem, bo zerkam na Internet. Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie żeby za każde zdjęcie pobierał Pan opłaty, a pieniądze tak pozyskane oddawał na WOŚP. Mówię to, bo właśnie zobaczyłem w śnie kolejkę pod Pana urzędem, oczekujących na otwarcie kasy. Oni wszyscy opowiadali sobie jak to pięknie wyjdą na fotce, a żaden nie utyskiwał, że za drogo i takie tam bzdury.
Myślę, że zrozumie mnie Pan należycie i nie posądzi o złą wolę, bo jestem Panu wdzięczny za odwagę i za to, że pomimo wielu potknięć, ma Pan dobry humor. Żeby nie było Panu smutno, opowiem na zakończenie zabawną historyjkę z życia wziętą. Przy którymś graniu w Tarnowie WOŚP z Krakowa przyjechał pan Ciepiela (myślę, że zna Pan tego jegomościa), a cała drogę przecierpiał w lokomotywie. On, ten Ciepiela, podarował na WOŚP zwiniętą kolejarzowi czapkę i kilka plastikowych długopisów – 56 groszy za jeden. Tak więc proszę się nie martwić, jest Pan górą!
Chciałem włożyć do koperty z tym listem sto złotych, by jakoś Pana wspomóc, ale zakleiłem wcześniej kopertę. A szkoda.


Buc Galicyjski



20:03, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 stycznia 2010

   Nie przystoi mi mówić o zabawach sylwestrowych, bo spędziłem tę noc godnie, czyli w domu. Popatrzyłem sobie na idiotycznie gibającego się Ibisza, dosłodziłem noworoczny kompot uśmiechem Cichopkowej i było po zabawie. Potem, jak każdy uczciwy obywatel zrobiłem to, co robi się po północy i poszedłem spać. Na drugi dzień dowiedziałem się, co też takiego wyczyniało się na tarnowskim rynku i zgłupiałem. Nie było żadnej kapeli dęto rżniętej, szarpidrutowej, ani nawet akordeonisty. W zamian za to, chłopaki wynajęci przez Aniołki Ricarda z Marki Miasta, puszczali zajączki świetlne z okien i dawali czadu z magnetofonu. Okrojona publika wypiła co tam miała i rozeszła się do domów. Można powiedzieć, że bal sylwestrowy a. d. 09/10 przejdzie do historii miasta jako szmira dekady. Kapele nie zagrały, bo UM roztrwonił wszystkie pieniądze na koszmary studzienne, czyli świecące liście buraczane w studziennym anturażu. Plastyk Miejski na rynek nie zagląda, bo ponoć mu wstyd. Ale nie taki wstyd, że tam koszmary straszą ludzi po nocach, ani taki, że nasze pieniądze pobiera za całkowitą podległość UM. Plastykowi jest wstyd, że jest plastykiem. Temu panu doradzamy opłacenie ogłoszenia w lokalnej prasie, w którym przeprosi wszystkich obywateli za to że jest plastykiem i publicznie dokona spalenia dyplomu. Bądź pan mężczyzną, panie plastyk!
   Zupełnie innym dętym wygłupem jest zapodany na stronie miasta plan obchodów 680 rocznicy otrzymania praw miejskich przez Tarnów. Uwaga! Pierwszym zaplanowanym (sik!) punktem jest urodzenie się w noc sylwestrową nowego obywatela. Niech nam żyje 680 lat. A potem już lecimy z górki.
„Wstępem do obchodów rocznicy lokacji miasta będzie XIII Dzień Judaizmu w Kościele Katolickim w Polsce – wspólne przedsięwzięcie Kościoła Tarnowskiego, środowisk żydowskich i Urzędu Miasta Tarnowa, mające na celu budowanie porozumienia i dialogu polsko - żydowskiego.”
Gwoli ścisłości UM powinien podać kto zburzył w Tarnowie porozumienie i dialog polsko – żydowski. Co to takiego Kościół Tarnowski, bo Kościół Polski jest na ulicy Bernardyńskiej i ma się dobrze. A po trzecie, UM powinien też wyjaśnić jaką rolę chce pełnić w tym mitycznym pojednaniu. Rozjemcy? Sędziego? To śmierdzi herezją, panie prezydencie, na odległość. Tym bardziej śmierdzi, bo to pojednanie nastąpiło już bardzo dawno temu i dialogujemy z braćmi Żydami od wielu pokoleń. Chyba, że pan prezydent ma coś na sumieniu i posługuje się zgranymi hasełkami na lewo i prawo.
   Dalsza część ogłoszenia zapowiada wielkie wydarzenia, związane z historią naszego miasta, czyli wszystko jak leci, datami po kolei i nawet cykliczne imprezy, odprawiane od lat, okazały się być obchodowe i ściśle związane ze świętem. Na koniec zapowiedzi UM podaje kąsek najlepszy:
„Zapowiada się bardzo interesujący rok w Tarnowie. Szczegółowy plan imprez podawany będzie na bieżąco.”
   Że ten rok będzie bardzo interesujący, to żaden szpas i każdy to wie, ale że szczegółowy plan będzie podawany na bieżąco, to już kosmos. Bo co? Że urodzi się krowa z dwoma głowami, albo z Ameryki wróci najstarszy partyzant? Jednym słowem sytuacja będzie się dynamizować z godziny na godzinę i cholera wie co nas spotka. Ja ze swej strony obiecuję informować UM o wszelkich zmianach w moim jadłospisie, każdej chorobie, ilości wypalonych papierosów i każdej wypitej szklance piwa. Może się przydam? Na zakończenie pożyczę panu prezydentowi zdrowia, pomyślności i wygrania wyborów prezydenckich. Pożyczę też mniej głupoli w swoim otoczeniu, gdy już te wybory wygra, a wygra - co widać i słychać i czuć.
Niech się święci święto i nabiera rumieńców na bieżąco!


Buc Galicyjski



19:39, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: